Jak być typowym Karolem – studentem prawa

Wszyscy studenci są tak samo zabawni, ale problematyka studentów prawa jest nam z wielu względów szczególnie bliska. Sukcesywnie od czasu do czasu staramy się obalać mity na temat tych najbardziej prestiżowych spośród wyłudzających zniżki na wszystko karaluchów, bo – nie daj Boże – ktoś mógłby zacząć traktować ich poważnie.

Nie będziemy też ukrywali, że ta notka jest pewną formą rozliczenia się z nowym pokoleniem. Dziś młodzież śmieje się z jakiegoś tam typowego Karola, kiedy zapytacie pierwszorocznego o tego słynnego Kazika, to on w odpowiedzi zaczyna śpiewać „12 groszy”, a nasze notki wymienia się jednym tchem w gronie przebrzmiałych klasyków internetu, razem z „superpartia kurwo”, Jozinem z Bazin i tym gościem, który zapinał babkę na wieży. Ostatnio w klubie* piękna maturzystka nieśmiało, jak za starych dobrych lat, prosiła Kubę o autograf. Na egzemplarzu Dziennika Bridget Jones. Dla mamy.

Każdego roku w Polsce studia prawnicze kończy jakieś pół miliona Polaków, ale to i tak nie przeszkadza ćwiczeniowcom pierdolić i oszukiwać tych biednych młodych ludzi, że wygrali właśnie los na loterii, że są elitą tego narodu i królami życia. Połowa tych naukowców nie przepracowała w zawodzie nawet jednego dnia, druga połowa stara się łączyć jakoś karierę uniwersytecką z podupadającą kancelarią w Raciborzu albo realizuje się w korpo, gdzie z racji posiadanego tytułu naukowego przysługuje im trochę lepsza kserokopiarka. Jest też oczywiście parę nazwisk wartych uwagi, ale i to w niczym nie pomaga, program nauki prawa w Polsce ssie, a prowadzący na głos czytają na zajęciach głąbom swoje książki.

Brutalny, ale za to prawdziwy, obraz studentów prawa w Polsce
Brutalny, ale za to prawdziwy, obraz studentów prawa w Polsce

Z tego też powodu zawsze staraliśmy się spoglądać na młodych karaluszków z prawa z pewną wyrozumiałością, z kilku nieprzyjemnych nawyków („Panie władzo, spokojnie, my studiujemy PRAWO„) sami dość długo i drogo się zresztą leczyliśmy. I choć zaczynaliśmy studia w czasach, gdy nie było jeszcze stringów, a „Daft Punk – uwielbiam!” nie mówiła każda siksa w mieście, tylko co najwyżej neurotyczne blade informatyczki, jednego jesteśmy pewni – przez ostatnich kilkanaście lat umysł studenta prawa się nie zmienił.

Garderoba. Sposób ubierania się wiele mówi o studencie. Już od pierwszych dni wykładów, student prawa chodzi w garniturze, on ma swoją godność, status społeczny, który musi reprezentować. Przeważnie jest to już trochę przykrótki garnitur ze studniówki (dzieci naprawdę szybko rosną w tym wieku), raczej średniej jakości, w najlepszym wypadku z wyprzedaży H&M, ale taki, wiecie, na widok którego Mr Vintage, przechodzi na drugą stronę ulicy. Zaraz pod nim jest naprawdę niezła koszula od Lacosty, z trochę za dużym logo, które wcaaaale nie mówi „to jedyna taka w mojej szafie, wydałem na nią pół kieszonkowego”. Pierwsza poważna inwestycja w siebie na studiach, jechał po nią aż do samego Factory. Całość dopełnia mizernej jakości nylonowo-plastikowy krawat-śledź z Lidla, ponieważ budżet ogranicza, a ponadto kto by zwracał uwagę na krawaty, gdy koszula i sylwetka krokodyla na pół klatki piersiowej tak pięknie wystaje spod klapy marynary.

Marcin i Janek z pierwszego roku, na co dzień lubią o sobie mówić "Paprocki Brzozowski WPiA"
Marcin i Janek z pierwszego roku, na co dzień lubią o sobie mówić „Paprocki Brzozowski WPiA”

Dopełnieniem młodego, dziewiętnastoletniego mecenasa jest aktówka, częstokroć większa od niego samego. Najlepiej żeby była brzydka, skórzana i podświadomie kojarzyła się z Józefem Oleksym. Znajduje się w niej laptop, na którym przegląda notowania giełdy na wykładach,  Konstytucja, kodeks karny z 1977 podkradziony z piwnicy dziadka, Logika, Wstęp, darmowy egzemplarz Rzeczpospolitej, a jeśli nie dopisało szczęście i refleks, to chociaż Metro manifestujące prawniczy konserwatyzm i przywiązanie do papierowej prasy. Mile widziane jest też pióro, którym typowy Karol przez cały wykład z logiki bez powodzenia próbuje rozwiązać krzyżówkę od czasu do czasu podśmiechując się z alkoholowych żartów prowadzącego o piwoszach, ale niezbyt głośno, bo prawnikowi nie przystoi.

Garnitur noszony jest przez cały pierwszy tydzień zajęć, ale i do klubów, sklepów, na kebab, wynieść śmieci, potem następuje pewne otrzeźwienie, zapoznanie z cennikiem 5àSec… Doktryna mówi, że później dopiero tworzą się dwa środowiska: jest środowisko osób, które ubierają się w swetry i preferują swetry i środowisko osób, które wolą marynarki.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=8eAHDLUEKVk]

Takich problemów z własnym wizerunkiem nie mają o dziwo studentki prawa, może tylko wieczorami do klubów ubierają się trochę jakby miały 45 lat,  i to w latach osiemdziesiątych, ale ta kultura kiczu szybko im przechodzi po tym jak podpici starsi panowie pytają je ile za numerek i że cena nie gra roli, bo od lat czaili się na takiego MILF-a. Docierają do nas sygnały, że dzieciakom na prawie już kompletnie się w dupach poprzewracało. Napisała do nas zrozpaczona Maja (20 l.). Do tej pory – niby przypadkiem – odtwarzaliśmy w grupie moich znajomych scenariusze z Suits. Ja zawsze byłam Scottie, co bardzo mi odpowiadało. Jesteśmy trochę podobne, też wszystkich wkurwiam i sabotuję dobre seriale (…) Jednak w poprzednim tygodniu  przyszedł do mnie Krystian (Louis), wręczył wielki słoik Nutelli i powiedział, że od tej pory jestem Jessicą… 

Niekompetencja i niewiedza. Ktoś powinien kiedyś wyliczyć czy więcej szkody wyrządziły np. błędy urzędnicze czy porady prawne udzielane przez studentów prawa. Pomijamy już studentów pierwszego roku, którzy chodzą na zajęcia w swoich smokingach, przez cały rok uczą się wyłącznie o Juliuszu Cezarze i Napoleonie, ale i tak będą pierwszymi mendami, które będą ci doradzały przy sprawie rozwodowej. Mówi się, że najtrudniejsze są pierwsze cztery lata, ale jak już człowiek zda to jebane prawoznawstwo, to zaczyna być z górki. Studenci prawa uwielbiają radzić rodzinie, sąsiadom, znajomym, pisaliśmy już zresztą o tym, to jest wiedza wybiórcza, bo na samych tylko studiach nie da się nauczyć prawa, nawet jeśli się starannie uczy i chodzi do biblioteki zamiast hackować USOSa. Niech może podsumowaniem całego akapitu będzie fakt, że w Polsce generalnie tym lepszym jesteś prawnikiem, im szybszy masz internet.

I potem ten sam internet zasypany jest takimi poradami, które oparte są na twardym doświadczeniu w postaci wpisu na Wikipedii, nieodłącznych przygód szwagra „trochę sprzedawcy samochodów a trochę pasera” i „chyba mieliśmy podobny kazus na zajęciach z Rzymu”. Osobiście jesteśmy wielkimi fanami zakazu udzielania porad prawnych przez osoby poniżej trzydziestego roku życia. Trzydziestoletni prawnik też nie zna się na wszystkim, ale przynajmniej ma już jaja i dorobek na tyle duży, by się umieć do tego przyznać w porę.

Aaa, aaa, wracając do studenta, najprościej taką łajzę poznać po tym, że wszędzie, ale to absolutnie wszędzie, do każdej wypowiedzi wpierdala słowa „nasciturus” i „litis contestatio”, nawet jak ktoś go pyta czy można legalnie ściągać grę o tron z torrentów, my już tylko patrzymy po sobie wymownie i od razu wiemy co jest grane.

karoltypowy

Potem takie łajzy dostają się na bezpłatne praktyki do kancelarii. Nie chodzi o to, że ich kariera zawodowa rozwija się w dobrym kierunku, nic bardziej mylnego. Ich robotę, czyli kserowanie, robienie zdjęć starym księgom i przepisywanie druczków mógłby robić każdy idiota, 9 na 10 pierwszych osób z listy pośredniaka, ale im trzeba by było zapłacić. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy świadkami tysiąca i jednej baśni z cyklu „ja i moja kancelarii”, „robiliśmy wczoraj przejęcie Orlenu”, mecenas bardzo docenia jego pracę, a jak dobrze pójdzie to na czwartym roku rzuci mu 700 złotych brutto. Mieliśmy kiedyś kolegę, który przy okazji administrował budżetem całej kancelarii, co miesiąc przelewał więc sobie 600 złotych wypłaty i 1000 złotych spółdzielni za miejsce parkingowe szefa.

W pewnym momencie typowy Karol – student prawa – zaczyna szukać akceptacji (kierowany ułudą „wpływów”) w społecznościach studenckich. Zapisuje się do samorządu studenckiego czyli instytucji, która pod względem obciachu, korupcji, nepotyzmu, symonii i handlowania odpustami równać może się tylko z Polskim Stronnictwem Ludowym. Jeśli na własnym uniwerku nikt go już nie lubi, to wtedy idzie na zsyłkę do ELSY, wśród studentów prawa jest to zatem taki odpowiednik Europarlamentu. Jego obowiązki są rozmaite, m.in. a to rozdaje ulotki, a to z kolei rozdaje ulotki.

Typowy Karol, student prawa, jest bardzo drażliwy na swoim punkcie. Tylko za ten wpis zagrozi nam dwoma pozwami, jak tylko skończy deportować tego skurwysyna, który wcisnął mu baraninę zamiast kurczaka.

Seks, zabawa, wydział prawa
Seks, zabawa, wydział prawa

Młodą palestrę w ostatnich latach kształcą więc przede wszystkim społecznościowe media i profile prawnicze na facebooku. Ostatnio nasz koleżka ruszył z naprawdę fajnym blogiem o prawie. Z rozbawieniem obserwujemy całą tę gromadkę lajkujących pierwszorocznych, którzy nie za bardzo wiedzą co się tam dzieje, ale może uda się przypadkiem przyswoić jakiś cenny precedensik, a nuż pomiędzy kwejkiem i angry birds wpadnie jakaś przełomowa fiszka, która od niechcenia uczyni go drugim Markiem Safjanem. Obowiązkowo trzeba też polubić na Facebooku „Rzepę” (branżowy slang od dnia rozdania indeksów), Wolters Kluwer i Harvard Club of Poland. Czy może być coś bardziej prestiżowego wieńczącego internetową karierę dziewiętnastoletniego mecenasa?

Katecheza #699: Nie karoluj mi tu teraz!

*szachowym

Ps. Polecamy profil Karola na Facebooku, aprobujemy!

32 Comments

  1. Zapomnieliście o absolutnie koniecznym spamowaniu fejsa:
    1) zdjęciami kodeksów niezależnie od sesji, jej braku czy też świąt/wakacji,
    2) fotkami z alternatywnych kawiarni podpisanymi „przed/po ciężkim dniu w kancy/na zajęciach”
    3) niezbędnym ciągłym przypominaniem JESTEM STUDENTEM PRAWA jeśli ktoś z moich znajomych jeszcze tego nie wiedział.

  2. Chociaż nie mam styczności ze studentami prawa, to się uśmiałem 😀 ale litis contestatio to w sumie coraz częściej w każdym gronie można spotkać takich ludzi, ale chyba grupa która rozwala mnie najbardziej to młodzi biznesmeni typu mlm.

  3. U nas jest taki Karol, tyle, że to nie jest Karol. Od czterech lat dzień w dzień nosi skórzane rękawice i czarny długi płaszcz (czy to zima czy to lato), garniturek, neseserek, włosy na brylantynę(albo łój, ciężko stwierdzić).

    Jak zwykle zadziwiająco lotny wpis chłopaki

  4. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Te wasze śmieszne zawirowania na prawie – współcześnie to jest nic w porównaniu z moim rocznikiem (drewnianego- powietrznego smoka). Teraz to widzę jak wyjątkowym był mój rocznik. Na biologii kanon wyglądu miał więcej wspólnego z image’m drwala połączonego z ultrahppisami. Ja sam nawet kiedy musiałem włożyć garnitur na jakiś egzamin to musiałem mieć w klapie wpiętego Lenina na czerwonej podkładce, a na szyi moja nieodłączną malę – tybetański różaniec, na którym zasuwałem w czasie dojazdu na pola maku, które jechałem właśnie obciąć, albo sprzątnąć z kumplem, a potem wszyscy w akademiku pili makiwarę – od prostego magistranta do doktorantów, a dzisiaj już habilitowanych, bo w tym roku (2013) wypadło wiele habilitacji moich znajomych, bo to był ostatni dzwonek na te formę poprawy swojego statusu naukowego. Nawet roczniki wyższy i niższy próbowały nas naśladować – pamiętam, że raz wchodzę do Koła Naukowego, a tam mnie częstują koledzy z roku niżej jakimś wywarem – oczywiście były to zaparzone szalone ziółka – zioła do palenia dla astmatyków zawierające dużą ilość atropiny. Potem siedzieliśmy do północy z ogromnymi źrenicami – grając w brydża do późna w nocy bez zapalania światła. A pod koniec gdy już rozpoznano grzybki halucynogenne to woziłem całe wycieczki na łączkę gdzie zajadaliśmy się tymi specjałami. Ech zyzn’ prjaklajtaja. Dzisiaj przyszedł do mnie przerzut i co – kwas okazał się zupełnie zwietrzały – nie działa. Nic w tym kraju nie może działać sprawnie? Nawet kwas?!
    Pozdrawiam Mirek

    • Drogi Mirku,
      na początku pocieszam: cały czas są studenci prawa, którzy przeżyli swoje studia (UJ) całkiem podobnie do Ciebie ;).
      A i tak jak wszelkie uogólnienia, stereotypy są trochę fałszywe, trochę szkodliwe to z przymrużeniem oka czytam wszelkie próby scharakteryzowania współczesnych studentów tej nauki, wszak zawsze znajdzie się kilku „niepokornych”, ale większość wciąż stanowią samoświadomi zdrowo-rozsądkowcy. Nie słyszałem, żeby ktoś z moich znajomych udzielał porad choćby po IV roku, nie mówiąc już o słynnych garniturach i aktówkach i nasciturusach.
      Nawet jeśli w jakiś ośrodkach panuje mentalność ,,studiuję prawo- złapałem pana boga za stopy” to wrzućmy to na karb zwyczajnej, choć prymitywnej, ludzkiej potrzeby zaspokajania niedojrzałego ego. Refleksja najdzie jednych wcześniej, innych później w zależności od stopnia intelektu i/lub przebytych doświadczeń.
      Na zakończenie, zastanawiające spostrzeżenie z rozmów : jak studiujesz filmoznawstwo na ,,WSPSiG” to należy Ci się szacunek, zainteresowanie, broń boże zakwestionowanie czy skrytykowanie jakiegokolwiek aspektu kierunku lub jego celowości, natomiast studiując prawo w dobrym tonie jest pominąć swoje zainteresowania, osiągnięcia, plany, zdeprecjonować wartość samej nauki (najlepiej posłużyć się zwrotem ,,no cóż, prawo jest cholernie nudne, wiesz?”, co zawsze spotyka się z milczącym zrozumieniem i współczuciem ), najlepiej zaś w ogóle nie przyznawać się do studiowania nauk prawnych, przyznać się do życiowej porażki lub ze skruchą przyjąć komentarz ,,i tak bez pleców nic nie osiągniesz”.
      Ciężkie jest życie studenta prawa….
      Krystian

      • Boże chyba w końcu zbierzemy się do tej notki, o tym, że ludzi o imieniu Krystian i Adrian powinno się utylizować

      • Drogi Atanazy – Krystianie (czy jak się tam na prawdę nazywasz). Moje notki nie mają na celu upadlanie nikogo, nawet studentów prawa. Moja siostra właśnie skończyła ten kierunek i jestem z tego zadowolony, bo wiem np. że istnieje coś takiego jak przerwanie przedawnienia, czy cóś tam. Ja mam na celu dostarczenia materiału porównawczego dla młodych (i starych), którzy czytają „J.Ż.” żeby mogli sobie porównać te dwie epoki – moją czasów studiów u schyłku komuny i teraźniejszą. Tylko tyle.
        Pozdrawiam Mirek

  5. Rewelacja. Jako student prawa – co muszę tu podkreślić (patrzcie jaki jestem ważny :P) – uśmiałem się niesamowicie. Dzięki chłopaki!
    Pozdrawiam!

  6. tekst fajny i zabawny, podobał mi się. Z wieloma rzeczami się zgodzę, ale wrzucanie wszystkich do jednego worka? Not so much.

  7. Proszę, stwórzcie jeszcze artykuł o studentach medycyny. To też jest zabawne środowisko. Jeszcze ciekawym przypadkiem są „spece od kontrkultury”, którzy swą wiedzę o poezji czerpią z fanpejdży na fejsbuczku i nieustannie przypominają o tym, jak jarają się Arctic Monkeys i Joy Division w przeciwieństwie do plebejuszy.

  8. Po przeczytaniu tego wpisu jeszcze bardziej chcę iść na prawo 🙂 środowisko specyficzne, ale myślę że nic nie zastąpi tej atmosfery i ciśnienia na sali sądowej. A memy świetne!

  9. Panowie! zgłaszam wątpliwości co do rzetelności waszego oświadczenia o studiowaniu prawa 🙂 Nie piszcie, że kodeks karny z 1977 roku… Buziaczki od wiernej fanki, wybaczcie, musiałam :* 11111111111<3loveloveoneoneone1111
    a wpis beznadziejny jak zwykle 😉

    • Z 1977, bo nieaktualny i po dziadku. KAROLina, nie czytaj nas jak nie ZDANŻASZ za żartami!

  10. ,,Każdego roku w Polsce studia prawnicze kończy jakieś pół miliona Polaków” – gratuluję wiedzy twórcy artykułu.

  11. Bardzo dobry wpis, naprawdę uśmiałem się czytając co tu piszecie 😉
    Na pewno polecę bloga innym. Obecnie jestem na studiach i walczę z tymi wszystkimi przeszkodami, które kładą mi pod nogi nauczyciele ;p
    Pozdrawiam serdecznie

    • A trudne masz klasówki? Kto Cię uczy gegry? Babka od polaka przypałowa, nie?

Submit a comment