Jak być blogerem w Polsce?

Kiedy zakładaliśmy Jak Żyć w Polsce istniały dwa blogi; jednego prowadził nieoceniony Kaziu Marcinkiewicz (potem Kuba zrekrutował go na JŻ), drugiego facet niepotrafiący zrobić budyniu z torebki (w sumie my też chyba nie umiemy). A mimo to pisanie bloga było czymś. Obecnie bloga ma co trzeci Polak, dziwnym trafem zawsze pada na tych, co w dzieciństwie jedli na podwórku gąsienice. Blogowanie stało się obciachem, a nam coraz trudniej na słowa „wiesz, mam bloga” wyrywać dupeczki.

Obecnie mniej więcej 70% blogów to blogi, które piszą o tym, co wydarzyło się na innych blogach. To głupie, bo przecież gdybyśmy chcieli dowiedzieć się co słychać na innym blogu, to weszlibyśmy na innego bloga (coś czujemy, że ta refleksja wejdzie do jakżyciowego stylistycznego top10 wszech czasów).

internet-serious-business

To notoryczne lizanie się blogerów po jajkach stworzyło zjawisko nazywane blogosferą, dzięki któremu w dużych firmach naprawdę myślą, że ludzie piszący blogi mają na cokolwiek wpływ. Dzięki tym bredniom, będąc zupełnie na uboczu, ale rykoszetem i my dostajemy często atrakcyjne oferty reklamowe. Dwa tygodnie temu zaproponowano nam tournee po warszawskich szkołach podstawowych i promocję nowego smaku andrutów. Bardziej uwłaczającego maila dostaliśmy tylko kilka lat temu, kiedy pewna firma próbowała nas nakłonić do napisania, że Pepsi bije na głowę Colę. Jeśli kiedykolwiek przeczytacie na Jak Żyć tego typu bzdury, to wiedzcie przynajmniej, że napisaliśmy ją z naszego nowego jachtu (chyba, że marketingi dużych firm w międzyczasie zorientują się, że są lepsze sposoby marnowania pieniędzy od blogerów, np. striptizerki).

Istnieje kilka szczególnie uwłaczających kategorii blogowych. Prym w tej materii wiodą oczywiście blogi o społeczeństwie i polityce. Na to co się dzieje na Salon24 – rzadko się to zdarza – brakuje nam słów. Konkurencyjny „Na Temat” w kategorii „najbardziej pozbawione treści sranie w banie, lanie wody” przebija nawet dorobek naukowy Magdy Środy. Największe lemingi mówią o nim „nie no, kurwa, bez przesady”.

My w internecie mamy pornografię, a kobiety mają blogi o gotowaniu, bo nawet pedały nie chcą czytać jak przyrządzić faszerowane jajka z serem kozim, kaparami i szczypiorkiem. Najgorsze są jednak te lafiryndy, które nazywają się szafiarkami. Mniej lub bardziej umiarkowane lachony, które zrobiły wartość z publicznego wrzucania do sieci swoich zdjęć, na których są ubrane, im grubiej tym lepiej (byle nie w futro bo, wiadomo, Dżoana) stanowi sprzeniewierzenie się

dwóm podstawowym zasadom internetu, które konsekwentnie lansujemy od 2009 roku
dwóm podstawowym zasadom internetu, które konsekwentnie lansujemy od 2009 roku

Blogi technologiczne, osobne stadium abstrakcji… W Polsce są dwa, bo i tak nikt normalny tego nie czyta. Jednego prowadzi podstarzały emohipster, a drugi wygląda jakby telefony do testów sam sobie kołował na Centralnym. Jakiś czas temu Kazik chciał kupić komórę, trafił na recenzję: „Ładny, fajnie leży w dłoni, dobrze gra się w Angry Birds”. Kupił, no bo w sumie po co innego smartfon, ale niesmak pozostał.

Blogi lifestyle’owe. Połowa chciałaby być dokładnie taka jak my i rżnie na potęgę, a druga połowa nie umie sobie zrobić budyniu, więc rozwiązuje emocjonalne problemy kobiet na pięć minut przed menopauzą.

Ponieważ pisanie blogów widocznie wydawało się niedostatecznie uwłaczające, niektórzy postanowili kręcić tzw. vlogi. Czterdziestoletni faceci grają w jakieś minecrafty, podczas gdy koledzy ich dzieci ze szkoły piszą pod spodem „z aksa go ty chuju”, a potem jeszcze mają czelność opowiadać w wywiadach, że są przyszłością telewizji. (uwaga, zaraz będzie muzyczna przerwa w notce, bo podobno bardzo wam się podoba jak puszczamy indie rocka znienacka)

http://www.youtube.com/watch?v=ZezwxJ9m5_k

Kiedyś, po tym jak wykąpaliśmy nasze ekskluzywne dziwki w trzydziestoletniej whiskey i bardzo nam się nudziło, chcieliśmy sprawdzić jak polska bieda w przerwach od zrywania azbestu bawi się w USA. „Cz. 1 – polski a amerykańskim supermarket„. Fajne! „Cz. 2 – amerykańskie podatki„. No, w końcu jakiś dobry vlog! Od cz. 3 do cz. 64 – polemika z innymi vlogerami, bo nie potrafią grać w „my crafta”. NO KURWA. Od tamtej pory wchodzimy na tego jebanego YouTube’a tylko wtedy kiedy Pan Janusz Korwin-Mikke kogoś masakruje, czyli i tak lekką ręką jakieś sześć razy dziennie.

Katecheza #429: W zaistniałych okolicznościach rozumiecie zapewne, czemu wolelibyśmy, żebyście nie nazywali nas więcej „blogerami”. Słowo, którego szukacie to „oceany zajebistości”.

17 Comments

  1. A na motoryzacyjne blogi monopol ma bezbłędny Złomnik. Sprawdzcie dzisiejdzą notkę! Ps. A tech blogi to pajonk i marczak?

  2. Jak to w jednym takim filmie Soderbergha polecial gosc:”Blogging is not journalism. It’s just a graffitti with punctuation.”

  3. Jest jeszcze jedna kategoria blogów: blogi URODOWE. Jeśli ładna dziewczyna uczy, jak rozcierać podkład rękawicą kuchenną to pół biedy. Gorzej, kiedy maszkary prezentują zdjęcia przed, w trakcie i po użyciu maseczki zwężającej pory o.0
    I o tym właśnie będzie w naszym następnym poście.

  4. Zapomnieliście wspomnieć o blogach „kulinarnych”, gdzie kasiaste cizie skarżą się na przesmażone kotlety i oczekiwanie 11 zamiast obiecanych 10 minut na „mule”, a o gastronomii mają pojęcie jak ślepy o kolorach…

  5. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). O blogach to mi się nie chce nawet pisać, bo kiedyś jak napisałem, że jest to kloaka i ściek ludzkich nieudaczników to mi od razu odeszła połowa czytelników. Bo okazuje się, że wszyscy którzy czytają blogi to są też ich twórcy. Tak że ten temat mi nie leży.
    Pozdrawiam Mirek
    Ps. A co do vlogów to polecam Joy the dreamer – ma cudowny klimatyczno – hipnotyczny głos
    Pozdrawiam Mirek

  6. Wizja Was, kąpiących ekskluzywne dziwki w whisky będzie towarzyszyć mi do śmierci.

Submit a comment