Jak pić tequillę?

tequila

Musicie wiedzieć, że dziś mija czwarta rocznica, od kiedy tequilla zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce na liście naszych największych wrogów (o drugie Ślązacy biją się z brzydkimi, przemądrzałymi dziewczynami). 

Tequilla to najbardziej bezużyteczy rodzaj alkoholu jaki istnieje. Kiedyś zbudowaliśmy listę 47 powodów, dla których nie warto pić tequilli (zaczynała się prozaicznie od głupiej nazwy i tendencji do przyciągania spedalonych Hiszpanów, którzy odciągali od nas uwagę wszystkich dupeczek w promieniu stu kilometrów, aż po potencjalną możliwość wspierania karteli narkotykowych w Meksyku i odwet za wymordowanie dinozaurów na Jukatanie). Prawda jest jednak taka, że każdy powód jest dobry, żeby nie pić tequilli.

Powodem numer jeden jest, bez owijania w bawełnę, kac. Już ćwiartka tequilli na głowę u profesjonalnego zawodnika może wywołać konsekwencje gorsze niż zamknięta na szybko butelka fioletowego (nasze ulubione w chwilach słabości i gdy ku zaskoczeniu wszystkich skończy się flaszka) Listerine. To jest alkohol produkowany głównie dla tępych lasek, które po zerwaniu z chłopakiem muszą się czegoś napić, ale podświadomie następnego ranka chcą być za to wszystko ukarane i bardziej naturalnie udawać jak im jest głupio i jak bardzo się za siebie wstydzą.

Tequilla w smaku przywodzi na myśl wódkę, w której ktoś rozpuścił stopy sierżanta Garcii.

Sierżant Garcia
Sierżant Garcia

Mało cywilizowane narody Ameryki Środkowej piją tequillę jak wódkę, stawiając na przykład po kilka flaszek na stole w czasie tamtejszych wesel. Ludzie generalnie rzadko się tam żenią, a jeszcze rzadziej rozwodzą (bo troskliwi koledzy zabraliby do baru na lufeczkę tequilli). Jednocześnie praktykujący tak pogańskie zwyczaje Meksykanie są niezwykle zaskoczeni, że Amerykanie są właśnie w trakcie odgradzania się od nich murem, strzelają gdy jakiś szczur zbliży się do granicy na piętnaście kilometrów i podtruwają meksykańskie dzieci cukierkami przebranymi za narkotyki (dla dzieci w Meksyku taki stan rzeczy może  być prawdziwym szokiem).

Tequillę wynaleźli, kochali i spopularyzowali Aztekowie. Meksykanie jednak nie dostrzegają niczego podejrzanego w tym, że Azteków już na mapie świata nie ma, a kalendarz ich kolegów z branży okazał się największym bublem od czasów trzeciego iPada.

Tequilla to także ulubiony napój mieszkańców Krakowa, bo to jedyny czas w roku, kiedyzupełnie za darmo mogą sobie pozwolić na owoce i przyprawy w swojej kuchni. Większym entuzjazmem tequillę darzą tylko mieszkańcy akademików, dla których jest to generalnie szczególny czas w życiu, kiedy mogą zobaczyć i posmakować jakieś jedzenie. Status podczłowieka w ogólnopolskim rankingu konsumentów tequilli wędruje jednak do warszawskiego artysty Sidneya Polaka i to nie tylko z powodu Radia Pezet. Artysta jest jedyną znaną nam osobą, która nagrała dumną piosenkę o piciu 0,7 tequilli na dwóch, a następnie podrywaniu razem z kolegą dupeczek na internetowym czacie. Jebać, to jedyna znana nam osoba, która w ogóle tak robi.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=TGmdeph2emU?rel=0]Tak w ogóle to cały ten rytuał spożywania tequilli to jedyna fajna w niej rzecz, choć z drugiej strony, gdybyśmy musieli tak robić za każdym razem, kiedy chcemy się napić, to  cały czas chodzilibyśmy trzeźwi, przy założeniu, że w ogóle byśmy się wzajemnie w akcje łaski nie pozabijali w okolicy czwartego wykładu na pierwszym roku, które spędzaliśmy tak ochoczo w stołecznej Harendzie. Już sama perspektywa lepkich rąk, po których się liżemy brzmi dość obscenicznie, choć i tak jesteśmy stosunkowo wdzięczni, że w całej swojej kreatywności meksyki ograniczyły się do własnej ręki.

Katecheza #485: W piekle jest specjalne miejsce dla ludzi, którzy marnują dobrą łychę (siedzą razem z pedałami zapijającymi się tequillą).

14 Comments

  1. Tequilla wchodzi lepiej niż wódka. Niestety strasznie po niej odwala 🙂

  2. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl).Ja jestem z pokolenia, które upijało się ‚Wyborową’, ew. ‚Bałtykiem’, lub w ostateczności straszną harą ‚Vistulą’ za jedyne 550 zł.. Fajnie się rzygało po wszystkich tych trunkach i może zostałbym alkoholikiem, ale uratowały mnie narkotyki a dokładniej opium acetylowane i kompot. Z tymi dwoma specyfikami zakolegowałem się na 16 lat i na nich przejechałem przewrót systemowy w naszym kraju. A jako, że mikst wódki i maku perowadzi prosto do zejścia, przez te 16 lat nie piłem prawie wcale. Niestety gdybym został przy heroinie może nie stoczyłbym się na takie dno. Ale zachciało mi się eksperymentowania z metkatynonem i mangan pochodzący z nadmanganianu potasu używanego do jego produkcji zniszczył mi móżdżek, a tym samym koordynację tak, że nie mogłem już pisac na tablicy, ani mówić głośno – wiec wyrzucono mnie ze szkoły w której uczyłem angielskiego i biologii i trafiłem na sam dół cloca mundi. A wiec kradłem kawę ze sklepów i włóćzyłem się po bajzlu na sępa.Ojciec mnie wsadził do ośrodka odwykowego, a po moim wyleczeniu z narkotyków – kiedy wróciłem do Krakowa zaczałem pić łyski z colą – czyli dyktę z 2 i pół litrowa pepsi, albo tenże denatuat z kompotami owocowymi z piwniczki ojca. Po takim życiu wylądowałem z uszkodzonym móżdżkiem w DPS – ie gdzie piłem jedynie nalewekę owocową, piwa very strong 9% – żeby nie przepłacać. Teraz kiedy już stać by mnie było na tequillę nie kupię tego swiństwa zażadne skarby, bo z alkohli to pozstał mi łyk ‚Sangrii’ kiedy popijam żeń – szeń – jak go akurat łykam bo wtedy lepiej działa. I tak to z moim alkoholizmem było tak że w sprawie ‚Tequilli’ się nie wypowiem, bo raz tylko (na turnusie w Krynicy Morskiej )kupiłem to piwo ‚Tequilla’ ale było ciepłe i w smaku raczej obrzydliwe.
    Pozdrawiam Mirek

  3. Jak byście wiedzieli jak sie poprawnie pije tequlę, tj. body shoty z ciał studentek (za każdym razem z innej), to byście zmienili zdanie o niej 😛

  4. Za górami, za lasami, w zamierzchłych czasach młodości i niewinności, po obaleniu porządnej flaszeczki wódeczki, po której już i tak ledwo się bujałam w rytm, lub pewnie gdzieś obok rytmu letnich hiciorów, jak przez mgłę pamiętam picie tequili(co okazało się w ogóle moim pomysłem na następny dzień, a dodam, że całkowicie jej nienawidzę). Porankiem już nie byłam taka niewinna, młodo i świeżo również nie wyglądałam, miałam siniaka na nosie(podobnież od wielokrotnie upadającej nań deski klozetowej), na dodatek cierpiało całe moje ciało, a w pracy (zacne stanowisko kasjerki w Dublinie) jakiś irlandzki żulfons, widząc mój reprezentatywny stan wskazujący, opierdulił mnie na 20 ojro. Podsumowując, tequila ukradła moje dzieciństwo, pieniądze i przysporzyła mi ksywki „party animal”, o czym do końca mojego pobytu w Dublinie nie omieszkano zapomnieć. Co działo się tamtej nocy? Do dziś pozostaje to nierozwiązaną zagadką.

  5. Już myślałem czytając waszego bloga, że jestem tak samo hipsterski jak Wy ale niestety – lubię tequilę a to co Wy o niej piszecie myślę o fanach ‚łychy’. Od trzech lata popijam czasem gin z tonikiem to też jest w jakiś sposób na cenzurowanym?
    Cholera rozczarowaliście mnie 😉

  6. Za młodu waliłem Autovidol, bo wódzia była na kartki. Dziś, z perspektywy lat i lekko zaburzonej demencją pamięci, powiem krótko : w smaku podobny …
    Z partyjnym pozdrowieniem –

  7. Witam,
    Coś-niecoś o alkoholu wiem i popieram kolegów blogerów krucjatę przeciwko tequili 🙂

Submit a comment