Jak przejść przez pierwszy kryzys wieku?

Przeciętny człowiek ma w swoim życiu kilka kryzysów wieku, ale jesteśmy skłonni zaryzykować stwierdzenie, że ten pierwszy jest najgorszy. Sprawienie sobie dwadzieścia lat młodszej dupeczki nie wchodzi w rachubę ze względów natury prawnej i chyba nawet estetycznej, a na dobry sportowy samochód jeszcze nas nie stać.

Kryzys atakuje w okolicy ćwierćwiecza na liczniku, jest zresztą nierozerwalnie połączony z końcem studiów. Wielu odkrywa wówczas ze zdziwieniem, że tajemnicze przelewy od spokrewnionych osób albo kończą się całkowicie, albo też ich wysokość została w niewyjaśniony sposób okrojona (pierwszymi winnymi zostają gospodarka i ekipa rządząca [patrz: najnowszy sondaż Homo Homini], dopiero potem nadchodzi chwila refleksji, gdy okazuje się, że ich pokój w domu rodzinnym został przerobiony na kino domowe, a rodzice czekali na ten dzień od chwili poczęcia).

Niektórzy próbują odwlekać ten moment podświadomie sabotując swoją pracę magisterską gubiąc dwa laptopy z rzędu i w całej swojej bezczelności pouczając bardziej rozgarniętych kolegów o tym jak ryzykowne jest trzymanie plików „w tej całej chmurze” („można je w każdej chwili stracić”), inni odkrywają u siebie zupełnie nowe pasje. Kuba zaczął nawet studiować fizykę, pomimo tego, że do dziś jest święcie przekonany, że v=s/t to tylko i wyłącznie jakaś nowa linia perfum od Victorii Beckham (biorą ludzi dosłownie z ulicy, jakieś 90% osób po prostu ucieka tam przed ZUSem) i nawet zaliczył pierwsze kolokwium w pytaniu o wektory przepisując z wikipedii dorobek artystyczny Wiktora Zborowskiego. Jeśli tak wyglądają studia na innych wydziałach UW to już zupełnie nas nie dziwi, że Magda Środa legitymuje się aż tytułem profesora.

Jakiś zabawny opis
wstaw tu potem jakiś zabawny opis, tylko błagam, nic o ładowaniu między cyce znowu [edit: dzień po publikacji zorientowałem się, że nie wstawił, ale trudno, niech już tak zostanie]
Źródłem kryzysu jest także rynek pracy. Młodzi ludzie po studiach humanistycznych, którzy jeszcze w trakcie nie zakręcili się za czymś sensownym, odkrywają nagle, że do jedynej dostępnej kariery ochroniarza czy kasjerki nie potrzebowali wcale wykształcenia, nie wiedząc jeszcze, że „to tylko na chwilę” zamieni się co najwyżej w awans na kierownika działu w okolicy czterdziestki. Akurat my mamy łatwo, bo jesteśmy całkiem zajebistymi jurystami i wygląda na to, że rynek pracy potrzebuje nas, a nie odwrotnie, ale kilkadziesiąt tysięcy absolwentów każdego roku z autentycznym zdziwieniem w głosie opowiada w autobusie koleżance „dasz wiarę, że na całą Warszawę potrzebują tylko jednego politologa?!”. Poza tym moglibyśmy żyć z blogowania, ale nie chcemy być jak te karaluchy z tzw. „blogosfery” co wysyłają maile „Albo wyślecie mi tysiąc zupek Knorr i jakieś gadżety, albo zmasakruję was na moim blogu”.

Od braku pracy gorsze jest tylko posiadanie stałej pracy, ponieważ w tym drugim wypadku kończy się właśnie miejsce na jakiekolwiek złudzenia o wielkiej życiowej przygodzie. Biografie spisane w terminarzach opowiadają tragiczną historię podróży między pracą a domem, z wisienką w postaci „piąteczka”, który chyba tylko w opisach na facebooku nosi znamiona elementu baśniowego w życiu korporacyjnego szczura.

Na tym etapie życia zaczynają wyrastać ósemki, to boli i wkurwia, a jak jesteś facetem to dodatkowo, choć nie wiadomo w sumie czemu, sprawia, że zaczynasz myśleć o umieraniu.

Na szczęście na to akurat szybko znaleźliśmy lekarstwo
Na szczęście na to akurat szybko znaleźliśmy lekarstwo

To jeszcze te chwile, kiedy przyłapujesz się na tym, że czasem wciąż zdarza ci się myśleć o sobie w kategorii „dziecko” i nie wiesz sam czy bardziej na ziemię sprowadza cię wstawanie o ósmej rano do gównianej pracy bez względu na wszystko czy towarzyszące każdej uroczystości rodzinnej pytanie o wnuki. A gdy myślisz sobie o tym „czego ci ludzie chcą?”, uświadamiasz sobie boleśnie, że w twoim wieku mieli już całkiem dobrze prosperujące, piękne i błyskotliwe dzieci. Gdy na tym samym etapie życia zastanawiali się jak zapewnić wikt i opierunek rodzinie, twoim największym zmartwieniem jest to, żeby nie potknąć się, jeśli ktoś gnije jeszcze po wczoraj na podłodze w twoim przedpokoju, no i jak wbić 100% achievementów w najnowszej FIFIE.

To i tak małe piwo przy tym jak wielki dramat musi się rozgrywać w umysłach dziewczyn, często koleżanek, które widziały dosłownie wszystko, trzy lata temu wyciągały cię półnagiego i zarzyganego z zaspy śnieżnej, ale zegar biologiczny tyka, więc są w takiej desperacji, że już zupełnie im to nie przeszkadza i spoglądają na ciebie tak, jak przeciętny mieszkaniec Konina spogląda na kebab na cienkim o poranku na największej gastrofazie życia. To jest wbrew pozorom okropny dramat wynikający z konwenansów, ponieważ dzisiejsze kobiety boją się dzieci, to druga najprostsza (po fast foodach) droga do otyłości, dyskwalifikują je  na rynku pracy, na dodatek Katarzyna Cichopek w każdej chwili może przyjść i próbować nauczyć je jak być sexy mamą.

Próbowaliśmy walczyć z tym gównem wszystkimi dostępnymi środkami, podróżowaliśmy, blogowaliśmy, byliśmy na internetowym kursie jogi, a przez pewien czas bawiliśmy się nawet w śpiewający o miłości zespół indie rockowy (w odróżnieniu od zespołów indie rockowych nie śpiewających o miłości, czyli chyba tylko Vienio&Pele), ale krytycy okrzyknęli nas zespołem jednej płyty, a nasza kariera upadła po tym jak Chris Martin znad swojej jebanej wegetariańskiej sałatki spucował się w telewizji, że widział nas z piwem w reku. Taki to właśnie sprzedajny jest ten rock’n’roll w dzisiejszych czasach.

Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawimy komuś, kto ten pierwszy kryzys być może ma już za sobą. Mamy tu na myśli oczywiście naszego nieocenionego komentatora Mirka(tu-u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl), który znów polotem godnym Orzeszkowej opisze jakąś zupełnie niezwiązaną z tematem historię ze swojego życia, podsumuje ją kilkoma niezwiązanymi z tematem i własną historią słowami, a które – jak na ironię – tchną w nas nowego ducha nadziei i melanżu.

Katecheza #725: Jeśli znaleźliście w ostatnim czasie jakieś wolno stojące laptopy, to zróbcie naszemu koledze dobrze i odeślijcie chociaż praca_magisterska.doc na blogjakzyc@gmail.com

0 Comments

  1. Ja sobie radzę bardzo prosto, skoro przez 5 lat nie nazbierałem na mieszkanie, żadna dobra pupka nie robi mi lodzika przed wyjściem do pracy to rzuciłem pracę, spakowałem się i jadę na wycieczkę zwiedzać inne Państwa. Jak się nie uda i nic nie stracę….a kolejnych gównianych robót od cholery w naszym smutnym jak pizda kraju.

    • Dlaczego smutnym jak pizda? Pizda to radość nie do przecenienia, zwłaszcza jak ma się 55 i permanentny niedobór.(Żonie już się odechciało…)

      • ja mam 37 i permanentny brak bo zonie sie nie chce – i tak od kilku lat, wiec nie marudz 😉

        • Ja to znam od drugiej strony, bo 33 i zony niet…zonom sie chce i to bardzo..tylko czasami sa zmeczone po kochanku…

  2. Co mi wjeżdżacie na wydział xD Bierzemy jak leci bo potem i tak nikogo nie ma.

  3. „Biografie spisane w terminarzach opowiadają tragiczną historię podróży między pracą a domem, z wisienką w postaci „piąteczka” ” Już nie pamiętam jak się prawidłowo cytuje 🙂 jakieś nawiasy czy coś. Cytat jest boski hehe

  4. To jest jedna z tych notek, których nie docenia się od razu tylko pół roku po przeczytaniu. Bardzo dobra. Dojrzewacie 😉

    • Bardzo dobry artykul. Strasznie mnie rozsmieszyl, pewnie dlatego, ze trafia w bardzo szerokie grono odbiorco jak i we mnie, czyli w czlowieka zaraz po studiach. Powiem tak, nawet znalezienie dobrze platnej pracy nie niweluje wielu innych boli, jak chociazby rozlaka ze znajomymi (bo praca za granica), niemoznosc znalezienia partnera (bo ciagle sie zmienia miejsce zamieszkania). Oczywiscie ktos powie jests mlody uzywaj. Ale jak dlugo tak wytrzmasz ? Nie ma zlotego srodka na ten kryzys.

  5. Tu (u-nasz-w-swirowku.blo.onet.pl). Ja nie miałem typowego kryzysu po ukończeniu studiów. W wieku 25 lat pojechałem do Aten gdzie trzepałem kasiorę – w tygodniu zamiatając, noszac marmury i kopiąc rowy na greckich budowach, a w weekend sprzedając kwieatki lotosu na ulicy Areosa – prowadzacej do Akropolu. Zarobiłęm w miesiac kolossalną na tamte czasy kwotę 500 $. Po powrocie do Polski mogłem za to kupić samochód (niezniszczalna skarpetę)i ćpać ile wlezie, a kiedy skończyły się pieniądze poszedłem w 1990 na posadkę nauczyciela j, angielskiego do pobliskiej szkoły. Ten kryzys nadszedł nagle i niespodziewanie ze strony mojej dziewczyny – kiedy byłem u cioci na odtruciu z hery przez rok. I tam paliłem jedynie kilka szczypt trawki, jakie wydzielała mi co dzień ciocia z krzaka który przywiozłem ze sobą. I wtedy to przyjechała do mnie moja dziewczyna, która myśłałą, że uda się skleić co się rozbiło moim wyjazdem z jej miasteczka rok wcześniej, kiedy to nie wytrzymałem do śłubu i spierdzieliłem na powrót do Krakowa.I wtedy to powstała w moim życiu wielka dziura, bo jednak nie dało się tego skleić, kiedy zobaczyłą, że nadal palę trawkę wyjechała z postanowieniem, że jednak do mnie nie wraca. I wtedy to zaczął się mój dołek. Porzucony w wieku 30 lat byłem bezużytecznym odpadem komunalnym. Teraz trzydziecha to nic ale w tamtych czasach jak ktoś się nie ożenił do 30 to wtedy uzupełniał kolekcję freeków. Mialem sie o tym przekonać kiedy pozanałem moją nastepną dziewczynę, która okazała się nimfomanką i w ogóle wariatką – i nic dziwnego skoro poznałem ją w domu wariatów. Dzisiaj mnóstwo portali randkowych załatwia sprawę, ale wtedy byłem skazany na to co przyneisie los. I to był największy dołek w jakim byłem. Zreszta to wszystko opisałem w opowiadaniu „Moja wielka miłość”, które można znależć w księgarniach e – booków.
    Pozdrawiam Mirek

    • rzeczywiście trzepales kasiore zamiatając lol czyli musiales ciezko zap***lać. trzepać kase to jak ktos na cb robi, ty odpoczywasz a majatek rosnie

  6. Wtrącenie o ósemkach rozbraja. Tekst fajny, celnie wypunktowuje problemy przeciętnego magistranta.

  7. Ważne pytanie – dobrze płatna praca po studiach? To ile za ile? Bo jak dla mnie jeżeli Ktoś całe studia spędził na studiowaniu = bawieniu się to z jakiej racji od razu po studiach ma czekać na niego dobrze płatna praca? Skoro jest grupa ludzi, którzy nie spędzili całych studiów na „byciu w zaspie” tylko poświęcali swój wolny czas na gównianą pracę ale w myśl, że po studiach będzie właśnie dobrze płatna praca – skoro mam studia i doświadczenie. Więc pytanie na co czekają Ci co 5 lat są w zaspie – to nie Suits. Każdy ma wybór.

  8. Poczekej synku jak będziesz miał to wszystko + rodzinę…to dopiero potrafią być kryzysy. I nie wierz w reklamy o wpieprzaniu pełnowartościowego śniadania z wielka szklanką pomarańczowego soku w tle, jogingiem z psem, odwiezieniu dziecka do przedszkola…a to wszystko jeszcze przed wyjściem do pracy…

Submit a comment