Jak przeżyć tę całą modę na zajebiście oryginalne i kreatywne żarcie?

Gdybyśmy nagle weszli do pokoju, a oni wzajemnie trzymaliby swoje penisy w ustach, nadal byłoby mniej niezręcznie. Łukasz i Marcin, nasi koledzy z pracy, zajadali się chipsami z jarmużu, które jeden przygotował jeszcze w domu, a drugi perorował o możliwości doprawienia słodką papryką tak głośno, że złe przeczucia mieliśmy już nawet w windzie. 

Nie rozmawiamy ostatnio z wami zbyt często, ale jeśli coś nas w ostatnich latach wkurza to ta moda na onanizowanie się zdrowym i zajebiście oryginalnym jedzeniem. Tym samym postanowiliśmy też reaktywować naszą tradycję piosenki miesiąca w radiu, które ma ryja.

Kiedy zapytają was w restauracji czy życzycie sobie sałatę czy sałatę lodową, uważajcie – to test. Żadna z tych odpowiedni nie jest oczywiście prawidłowa, a gdybyście jednak skusili się na dokonanie wyboru, usłyszycie, że niestety zaszło nieporozumienie, zaś na stolik była uprzednio dokonana rezerwacja. Prawidłowe odpowiedzi to – naturalnie – rukola, szpinak, a jeśli chcecie mieć nienasmarkane do obiadu to należy wskazać właśnie jarmuż, którym podprogowo przywitaliśmy was w niniejszym wpisie.

10 lat temu, jak ktoś potrzebował poczuć się lepiej, niż inni, to zajadał się sushi i miał swojego doradcę finansowego. Dziś w dobrym tonie jest mieć własnego barbera, coacha i starać się spożywać posiłki, których przygotowanie zajmuje nie mniej niż 75 minut. Dodatkowe punkty można uzyskać za to, że nazwa posiłku nie ma swojego odpowiednika w języku polskim i został przyrządzony z przynajmniej jednego półproduktu, który nie jest znany współbratymcom. Tak żebyś mógł poczuć się jak pierdolony Krzysztof Kolumb, który – cały na biało – przywiózł nam kiedyś z Ameryki popcorn.

Grochów

Kilka lat temu przez pewien czas wynajmowaliśmy mieszkanie w niezbyt urokliwej okolicy warszawskiego Grochowa. Sąsiad z naprzeciwka był alkoholikiem (ale takim na smutno, nie takim fajnym jak my) i często zarzygany leżał na klatce schodowej. Sąsiad z góry bił swoją żonę tak bardzo, że ONZ rozważał czy oryginalny fioletowy odcień jej skóry nie kwalifikuje się aby jako nowa rasa. Sąsiad spod 14-tki miał na imię Bastian, był rudy i dzwonił na Policję ilekroć tylko odpaliliśmy muzykę (nawet na słuchawkach). A dzieci sąsiada z parteru były tak ubogie, że do przedszkola chodziły boso.

Bawi was to? Nas nie bawiło, a jeszcze mniej do śmiechu było nam jak zamówiliśmy sobie tradycyjną Capricciosę. Akurat na schodach chowała się przed mężem sąsiadka z góry i jak ona to zobaczyła, to aż zaczęła rechotać. „Co to kurwa, lata 90. wróciły?” – krzyczała na cała klatkę. „Cieślak, chodź zobacz. To ja sobie przykładam do łuku brwiowego zmrożony suflet z renifera, te jebane studenty ciągle zadzierają nosa, a jedzą takie gówno!”.

A my, choć wymaga to w dzisiejszych czasach ogromnej odwagi, nie wstydzimy się powiedzieć, że kochamy pizzę #Pride #Pride2017

Potem nie mieliśmy już na osiedlu życia, dzieciaki z dołu wprawdzie dalej nie miały butów, ale „dla beki” podrzucały nam schabowego z kapustą na wycieraczkę co kilka dni i generalnie kpiły z nas przy każdej okazji. Jak raz byliśmy na mega kacu i już tak naprawdę strasznie głodni, to zamówiliśmy burgery (jeszcze, co gorsza, takie normalne – z mięsem), ale na wszelki wypadek poprosiliśmy dostawcę żeby nie wnosił na górę, odebraliśmy i zjedliśmy w piwnicy.

Spe salvi

Najlepsze jest to, że oni sami się w tym gubią. Jakiś miesiąc temu mieliśmy spotkanie z takim jakby księciem warszawskiego startupu – siedem wielkich projektów, czternaście milionów inwestycji, wszystkie przynoszą wyłącznie straty, czyli lepiej być nie może. Na boku miał jeszcze taki swój własny mega kreatywny projekcik, że jest królem warszawskich hipsterów.

Okulary miał tak dziwne, że nie wiedzieliśmy gdzie są jego oczy, co było ironiczne, bo nawet nie miały szkieł. Rurki miał tak obcisłe, że moglibyśmy sporządzić portret (no – portrecik) pamięciowy jego penisa. To ostatnia rzecz, jakiej pragniemy, ale moglibyśmy. Brodę miał starannie przystrzyżoną, ale tak długą, że mógłby upchnąć w niej jakąś małą banieczkę inwestycyjną. A ponieważ to był styczeń, to miał do tego wszystkiego jeszcze – logiczne – sandały. No i zaprosił nas do swojej ulubionej hipsterskiej kawiarenki, bo ponoć znał właściciela, a poza tym mieli tam najlepsze quiche i krułasanty.

To nie ten koleś, ale nasz internetowy guru Matt twierdzi, że trzeba wstawiać jakieś obrazki do tekstu, bo internauci są debilami i inaczej nie chce im się czytać do końca

To chyba zresztą dość popularny lokal, odwiedzany zgodnie przez hipsterów lewicowych, jak i prawicowych. Po czym wnosimy? Bo kiedy nonszalanckim gestem sięgnął po menu wskazując nam na „Spe salvi”, że ogólnie zajebiste i dają do tego takie super ciecierzycowe sosiwo i hummus, to Kuba równie nonszalancko uświadomił mu, że nie trzyma w dłoni karty dań. Trzymał encykliki Benedykta XVI, które widocznie musieli zostawić nasz dobry przyjaciel Chirus wraz z Panem Krzysztofem Bosakiem, a z którymi akurat minęliśmy się w wejściu.

Wybrnął z tego twierdząc, że właśnie takich przenikliwych umysłów szuka w swojej firmie. Zrobiliśmy mu nawet potem ze trzy umowy, ale nie mamy złudzeń, że kiedykolwiek nam zapłaci. Spokojnie, we właściwym czasie nasz komornik zlicytuje jego kolekcję bicykli i samodzielnie zbudowany tramwaj. On, niezbity z tropu, będzie już wmawiał Panu Przemysławowi Pająkowi w jakimś wywiadzie, że ten cały VR to jednak jedna wielka lipa, zostawia to mniejszym graczom, ale za to w ciągu 5 lat jego appka umożliwi pierwsze turystyczne załogowe loty na Merkurego. Ale o tym czym naprawdę są startupy i dlaczego powinniście zostać na etacie, opowiemy wam już przy innej okazji.

Fabian

Najgorsze w tym zdrowym żywieniu jest to, że tam się trendy zmieniają szybciej, niż na blogu Maffashion.

Kiedyś przez miesiąc pracowaliśmy w dużej międzynarodowej kacnelarii (co nie przeszkodziło jej zmienić w tym czasie 3 razy nazwy). I pracował tam z nami taki Fabian, który zawsze na drugie śniadanie (my akurat dopiero dawaliśmy radę dotrzeć do biura) jadł siedem suszonych daktyli i dwie łyżeczki miodu gryczanego. A tak w ogóle to ten Fabian, to był straszny skurwysyn. Donosił szefowi (piliśmy z szefem wieczorem, więc nam raportował), że od rana wali od nas jeszcze gorzałą i choć zawsze jesteśmy spóźnieni przynajmniej ze trzy godziny, to i tak po drodze do pracy jak gdyby nigdy nic idziemy jeszcze na pobliski Orlen na hot-doga. Ale pewnej środy coś się zmieniło.

Fabian, zamiast wykonać swój tryumfalny pochód po kasetkę z drugim śniadaniem – połączony z tradycyjnym pierdoleniem o tym jak to pobudza jego mózg do działania, jak powinniśmy się wziąć za siebie, jak jesteśmy tym, co jemy, jak uwalniane garbniki sprawiają, że jego paznokcie są piękniejsze nawet niż u naszej paralegal Pani Dagmary… Nie, tym razem punktualnie o 12.00 nadal gapił się w komputer.

Pani Dagmara, gdyby ktoś pytał. Staramy się magazynować takie zdjęcia naszych pracowników, to bardzo ułatwia rozmowy o podwyżkach i kwestię odchodzenia do konkurencji.

Okazało się, że dokładnie dwanaście minut wcześniej Pani Anna Lewandowska (którą i której męża, żeby nie było, bardzo szanujemy) na swoim facebookowym profilu napisała, że suszone daktyle – owszem – ale dopiero po godzinie 16.00. I żeby pod żadnym pozorem nie mieszać ich z miodem gryczanym, bo tam są jakieś wzajemnie się znoszące garbniki, co to zupełnie hamują wchłanianie substancji odżywczych i prowadzą wyłącznie do akumulacji cholesterolu.

O 12.18 Fabian odzyskał wreszcie zdolności motoryczne i zawył, że zmarnował najlepsze lata swojego życia. Jak otworzył okno i stanął w nim łkając i patrząc w dół, to zrobiło się nam go tak bardzo szkoda, że aż wyszliśmy do palarni na papierosa (choć normalnie nie palimy), bo nie mogliśmy patrzeć na to, co się zaraz wydarzy. Fabian upadł na głowę, ale przeżył. Niewykluczone więc, że jest teraz gdzieś sprzedawcą ubezpieczeń PZU.

Masło

Oczywiście ten wpis nie jest negacją zdrowego trybu życia. Jak mało kto mamy świadomość tego, że lata spędzone w showbiznesie, wódka, whisky, hektolitry cherry coke i fast foody odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki, mają swoją cenę. Kiedy Kazik brał swój pierwszy ślub, żeby wcisnąć go w garnitur, musieliśmy najpierw cały od środka wysmarować masłem. Ale nawet wtedy robiliśmy to normalnym, polskim, katolickim masłem Extra ze sklepu. Dziś pewnie musiałoby to być masło Cesare Grande (z ostatniego bastionu Almy w Polsce) od krowy, której w trakcie wypasu czytano Masłowską, a trawę osobiście zatwierdził i zasiał sam Pan Wojciech Modest Amaro Basiura.

Katecheza #288: Swoją drogą, kto czytał Masłowską, ten pewnie doskonale rozumie dlaczego to masło jest takie kwaśne, chujowe, śmierdzi salą gimnastyczną w gimnazjum i czemu już zdecydowanie lepiej umrzeć na raka jedząc margarynę.

Tu miało być jeszcze kilka akapitów o byciu wykluczonym na Instagramie, ale lepszego podsumowania, już i tak chyba nie znajdziemy.

5 Comments

  1. Co do masła, to dokładnie pamiętam dzień w którym postanowiłem rzucić to świństwo! Było to na lekcji muzyki w trzeciej klasie podstawówki. Miałem jedną bułkę a to była pierwsza lekcja. Byłem głodny. Zjadłem bułkę i później byłem głodny! Od tego dnia postanowiłem nie jeść masła i mam tak od ponad 20 lat. Jestem hipsterem 🙂

    • Węglowodany w niektórych przypadkach powinno się jeść właśnie wieczorem 😉 Np. przy insulinooporności.

  2. No, dzięki za otwarcie oczu. Nie wiedziałem, że jarmuż się je. Słyszałem tę nazwę, ale myślałem, że to część stroju sakralnego np. taka inna czapka biskupa. Dzięki.

  3. Może kiedyś zmienisz zdanie, jak wyniki badań wyjdą Ci źle, a będziesz miał 30 lat… i okaże się, że wszystkiemu winna dieta… zła dieta z margaryną, cukrem, mąką, itd.

Submit a comment