Jak przeżyć w Hogwarcie?

W swoim życiu przeczytaliśmy dwie książki. Jedną z nich był kodeks cywilny (…), drugą Harry Potter. Dzięki temu wiemy, że można sprzedawać piwo nieletnim jeśli mają na sobie pelerynę-niewidkę, a żeby zwolnić dłużnika z długu, wystarczy rzucić w niego starą skarpetką.

Harry Potter to składająca się z siedmiu tomów książka opisująca słabość brytyjskiego systemu edukacji w drugiej połowie XX wieku. Chłopiec-sierota przygarnięty przez swoje wujostwo żyje w skandalicznych warunkach nie gwarantujących zdrowego rozwoju, a wszystkie pojawiające się na kartach autorytety, opieka społeczna, dyrektor szkoły czy pozostała przy życiu bliska rodzina twierdzą, że to dobrze i wręcz “dla jego dobra”.

Ponieważ zdaniem bohaterów dwa metry kwadratowe to powierzchnia dla dojrzewającego nastolatka aż za duża, od drugiego tomu z chłopcem w pokoju pomieszkuje sowa. Jakby nieszczęść było mało, niewielka powierzchnia jego egzystencji w kolejnych tomach zapycha się takimi zbytkami, jak latające samochody, Wladimir Putin czy – co gorsza – rudzi ludzie.

Twarz Harry’ego oszpecona jest paskudną blizną, a ponieważ chłopiec – jak już wiecie – słyszy głosy, a ponadto jest nieśmiałym nerdem z obciachową grzywką, możecie się również domyślić, że kariery w Bayernie Monachium, tudzież narkotykowym przemyśle Miami po prostu nie zrobi (jeśli musieliście klikać pomocnicze linki, bo nie skumaliście do kogo pijemy, to niezawodny znak, że jesteście MUGOLAMI). Pewnego pięknego dnia Harry dowiaduje się, że jest – teraz najlepsze – czarodziejem i udaje się do takiej bardzo specjalnej szkoły, gdzie wszyscy wyjaśniają mu, że bardzo, bardzo go kochają i jest naprawdę wyjątkowy.

Tajemniczy zamek Hogwart jest przepełniony magią, której barwne opisy spotkały się z podziwem na całym świecie. Oprócz Polski, ponieważ dom bez dachu szczególnie na polskiej wsi nie robi dziś na nikim wrażenia, podobnie zresztą jak tajemnicze mikstury zwiększające odwagę i poczucie własnej wartości, wreszcie wirujące światła czy rozmawiające z nami obrazy. W zasadzie, można nawet zaryzykować, że przeciętny Polak w każdy weekend ma Hogwart w swoim domu, że już o analogiach do akademików nie wspomnimy..

Przez sześć tomów głównym antagonistą Harry’ego i jego przyjaciół jest praca domowa z zielarstwa. W siódmym, jak gdyby nigdy nic, na pierwszy plan wysuwa się Lord Voldemort, taki Paweł Kukiz brytyjskiej polityki, który jest rzekomo najwybitniejszym czarnoksiężnikiem w dziejach, choć dwukrotnie został pokonany przez niezbyt rozgarnięte dziecko, które przez jedenaście lat dało się więzić grupce grubawych Brytoli pod schodami, ma w chuj hajsu w banku Gringotta, chodzi w ciuchach z lumpeksu, lata starą miotłą i rozpierdala to na czekoladowe żaby.

W końcu dostaje dobrą miotłę w prezencie, jednak z tego co wyczytaliśmy na temat Albusa Dumbledora pod koniec książki wynika, że to nie był bezinteresowny gest tylko ordynarny sponsoring. Stary zboczek inwestował w swojego ukochanego atletę. Dumbledore w siódmym tomie dokonuje coming-outu co sprawia, że przy ponownej lekturze człowiek zaczyna w zupełnie inny sposób patrzeć na tę postać, a słowa “nauczę cię wsiadać na miotłę, Harry”, “poznaj mojego Nimbusa” czy “można się przyzwyczaić do wszystkich smaków fasolek, zamknij oczy i przełknij Harry” zaczynają nabierać zupełnie nowego znaczenia.

Pogłoski o sponsoringu i ponadprzeciętnej więzi pomiędzy czarodziejami potwierdzają też poniekąd tak zwane zawody pucharu domów, gdzie uczniowie całego Hogwartu przez 10 miesięcy  ciężko zapierdalając w bibliotece i polerując po godzinach srebra zbierają punkty dla swojej drużyny, a na końcu Dumbledore i tak wybiera tego, kogo lubi najbardziej. Zdaniem krytyków pojawia się w tym miejscu miły akcent dla czytelników znad Wisły, gdyż J. K. Rowling ewidentnie sugerowała się polską procedurą przetargową i systemem zamówień publicznych.

Przez siedem tomów tuż pod nosem Harry’ego kręci się Hermiona, która wygląda o tak:

Emma-Watson-images

lecz Harry woli w tym czasie uganiać się za pająkami po lesie, wyczarowywać błyszczące jelenie, uwalniać z więzienia niebezpiecznych kryminalistów, wpierdzielać dynię za dynią z Hagridem czy wreszcie pobierać „indywidualne korepetycje” u profesora Dumbledore’a, aż w końcu sprzed nosa sprzątają mu ją kolejno bułgarski sportowiec, który uprawia sport nawet jeszcze bardziej nudny i niszowy niż piłka ręczna, a następnie RUDY przyjaciel Harry’ego, Ron.

Harry przez całą książkę nosi wyjątkowo niemodne okulary, które potwierdzają tezę, że pomimo głupiej fryzury i paskudnej blizny, jeśli tylko naprawdę się o tym marzy, można wyglądać jeszcze gorzej. Z czasem dowiadujemy się, że akcja książki działa się w latach 70′ a wydarzenia w niej opisane mogły wydarzyć się naprawdę. Profesor McGonagall stała się Margaret Thatcher, Severus Snape Moniką Belucci, a Harry Potter Johnem Lennonem.

Harry Potter to nasza ulubiona książka, ponieważ ze wszystkich, które w życiu przeczytaliśmy, tylko w tej kolejne akapity nie rozpoczynają się paragrafami. Nieskromnie musimy też przyznać, że dostrzegamy masę analogii pomiędzy nami, a autorką – czytelnicy nas czytają i za każdym razem błagają o więcej!

Katecheza #888: Nie jedz magicznych fasolek wszystkich smaków przed obiadem, po obiedzie też zresztą nie.

Wpis pierwotnie ukazał się na łamach świętej pamięci bloga marki Cropp, ale ponieważ ten przeniósł się na tumblr, stopniowo będziemy ewakuowali tutaj nasze ulubione notki.

5 Comments

  1. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Z tego co tu piszecie wynika, ze jesteście bardzo wyrośniętymi – ale jednak – dzieciakami. Ja już w drugiej klasie szkoły podstawowej przerzuciłem się na science fiction i z Fantazy to tolerowałem jedynie „Wiedźmina”. Nawet tego „Czarodzieja skądąśtam” Ursuli Le Guin nie byłem w stanie dokończyć, a to w związku z nudą jaka wiała z tejże pozycji. I apeluję do wszystkich, którzy chcą czytać swoim dzieciom bajki to niech czytają im „Bajki robotów „, ” Cyberiadę”, czy „Podróże Gwiazdowe Ijona Tichego”. A dla młodzieży polecam „Opowieści o Pilocie Pirxie”, „Kongres Futurologiczny”, „Wizję lokalną” i „Eden” St. Lema, a nie jakąś popieprzona komercję. A technicznie podchodząc do Harego Potera ( a właściwie Henrysia Pottera, bo przecież do niedawna jeszcze tłumaczono imiona na język polski) to można – dla wielce upartych dzieciaków z ADHD – zastąpić go równie dobrze „Kodeksem cywilnym”, bo to książka przy której i dorosłym urywa szczękę z ziewania.
    Pozdrawiam Mirek

  2. Nienawidzę was Panowie , niszczycie mi dzieciństwo.

    I te fasolki – od paru minut mam non stop tą sytuację przed oczami.

    Jakby nie to że skończyłam prawo na 2 roku skręcając w lewo i nie zdążyłam poznać procedury pozwałabym was zabójcy marzeń,

    Mam nadzieje że nie zamierzacie opisać gumisiów, smerfów i mojej ukochanej bajki tabalugi bo jeśli tak to będę potrzebować długiej kuracji u psychoterapeuty.

    PS : jest jakiś paragraf na za traumatyzowanie mózgu bezbronnym istotom które muszą czytać waszego bloga.

  3. Jedna rzecz bardzo mnie ubodła w ty tekście…. piłka ręczna nie jest nudna!
    Piłka ręczna jest fantastycznym sportem, którego wszyscy miłośnicy mają zespół Takotsubo gdy tylko rozpocznie się mecz i nigdy na nim nie zasypiają.

  4. Byliście świetni 6 lat temu, jesteście świetni i dzisiaj! Tak trzymać!

  5. To już kolejny artykuł w którym nie ma cycków. Chcecie żebym przestał was czytać?

Submit a comment