Jak przeżyć w Krakowie

krakow Kraków to piękne miasto, takie starodawne i kulturalne, uwielbiamy je. Od czasu do czasu lubimy nawet wyskoczyć tam na weekend. Golimy głowy na łyso, przebieramy się w sportowe koszulki, gadamy cockneyem, śpiewamy o Królowej i Manchesterze United żeby nie robić przypału Warszawie

Kraków śmiało można nazwać Szkocją południowej Polski, a wszystko ze względu na legendarne już skąpstwo jego mieszkańców. Wbrew popularnej legendzie Dratewka i Smok Wawelski byli najlepszymi przyjaciółmi, do czasu aż ten drugi pożyczył od szewczyka dziesięć złotych i o jeden dzień spóźnił się ze zwrotem długu.

A pamiętacie historię o Wandzie co nie chciała Niemca? Królewna nie zabiła się wcale w akcie uniesienia honorem, po tym jak dowiedziała się, że ten Niemiec jest tak naprawdę Ślązakiem (choć wcale byśmy się jej nie dziwili). To ojciec wypchnął ją z okna po tym jak odkrył, że trzeba do tego nieznośnego paszteta dorzucić jeszcze posag. Prawicową mniejszość czytelniczą utwierdzamy w domysłach: tak, to była sobota.

Jaka Szkocja, taki William Wallace
Jaka Szkocja, taki William Wallace

O ile od Warszawiaków na temat Krakowa i jego mieszkańców można usłyszeć same superlatywy, tak zupełnie nie działa  to w drugą stronę. Oni tam autentycznie nienawidzą Warszawy. Regułą jest, że już w 15 sekund po tym jak Krakus zidentyfikuje Warszawiaka, padają słowa typu „no, wyciąg już tego ajfona, pokaż jaki jesteś pan”, „brudasy przyjechały”, „wypierdalaj wieśniaku”, „patrz go jaki mądry”, „co, hehe, my mamy sukiennice, a wy macie KDT”, itd.

Ludzie to jednak pikuś przy gołębiach, małych skrzydlatych gruchających skurwysynach, zemście Austrowęgrów za Janosika. Na dodatek jakaś wyjątkowa krakowska menda o ustalonych godzinach daje im sygnał do ataku (mówią na to „hejnał”) i rozpoczyna się bombardowanie. Zawsze prosto w Warszawiaków, czasem w jakąś wycieczkę z Japonii. Najbardziej obsrany jest  tradycyjnie Adam Mickiewicz. Wprawdzie bardziej związany z Wilnem niż z Warszawą, ale też na północy, też na W. Potato potejto, pamiętajcie, że to tylko kolaborujące z Krakusami gołębie.

Jest to o tyle ironiczne, że Kraków we wszystkim stara się naśladować Warszawę. Na tamtejszym uniwersytecie mają nawet wydział prawa kształcący najlepszych karnistów w kraju, którzy odwalają kawał dobrej roboty babrając się w napadach, morderstwach i gwałtach, podczas gdy my trzepiemy gruby hajs dojeżdżając studentów ściągających z sieci empetrójki. Dorobili się nawet krakowskiego „Jak Żyć” z jakimś leszczem, który bezczelnie przepisuje nasze stare notki (chłopak się zdziwi jak specjalnie oddelegowani przez nas łysi kibice Manchesteru United przedstawią mu wkrótce definicję plagiatu ukrytego).

Naśladownictwo jest jednak najbardziej widoczne w tamtejszej architekturze – w zasadzie cały Kraków poza Rynkiem Głównym zdaje się rozczulająco trafnie odzwierciedlać Warszawę w kilka dni po wojnie. A jak sobie kiedyś zbudowali metro, to dopiero po 15 latach im wytłumaczyli, że ktoś im sprzedał kolejny tramwaj. Wielkiego bólu nie było, bo targowali się tak, że producent dorzucił im jeszcze kilka baniek na renowację zniszczeń po wojnie (do dziś wysyłają pocztówki z Nowej Huty i Unia wciąż odsyła pieniądze na renowację miasta).

A U NAS W WARSZAWIE jak zawsze piękna polska zima
a U NAS W WARSZAWIE jak zawsze piękna polska zima

Krakowiacy to najbardziej wychillowani ludzie na świecie, czego trochę im zazdrościmy, a trochę nas to jednak wkurwia. Gdybyśmy mieli otagować swoje życie to byłyby to pewnie słowa typu „kredyt”, „zapierdol”, „kawa”. W Krakowie dominuje „ok”, „spokojnie”, „zaraz”. Tam się żyje wolniej, tam się myśli wolniej. Przecież tam u nich w telewizji o 17.00 to się dopiero kończy Kawa czy Herbata. W grodzie Kraka stronią od wódki, tam się pije piwko, imprezy raczej nie w klubach, prędzej w saloniku u dziadka (byle nie w Nowej Hucie),  jeśli winko, to najlepiej własnej roboty, starannie pędzone na tę okazję w malowniczej, przedgierkowskiej piwniczce. Podczas gdy Warszawą trzęsie Pezet i Jimek, w Krakowie Grzesiu Turnau zaczyna hodowlę cebuli, a nowa płyta będzie tak za sześć, góóóóóra osiem lat.

Nie bylibyśmy najpopularniejszym polskim blogiem, gdyby w tej lawinie pochwał i ciepłych słów na temat Krakowa, nie pojawiło się też kilka uszczypliwości. Przede wszystkim, oczywiście, jebane „pole”, na które tak bardzo lubią wychodzić w Małopolsce. Już nam ręce opadają, już nawet nie mamy siły tłumaczyć (zresztą przygotowali sobie solidną kontrargumentację z wychodzeniem z dworów i pałaców, w której się już solidnie gubimy). Mamy w Warszawie całą rzeszę domorosłych, przyjebanych fotografów z lustrzankami, których doskonale uzupełnia krakowski obraz młodych poetów pod wezwaniem Gracjana Roztockiego, o których przed laty poeta pisał: intelektualna tandeta. Lata mijają, nic się w tej kwestii nie zmienia.

Katecheza #701: „O, Krakowie, co jest w tobie takiego niezwykłego… że chce się wracać… do domu, do Warszawy.” – Julek Słowacki, naczelny maminsynek polskiego showbizu

0 Comments

  1. po prostu nam zazdrościcie – nasz wydział stoi przy rynku, otoczony knajpami i beczkami z grzańcem galicyjskim, a Wasz… Przedmieście… Krakowskie… ;D

    wredne pozdrowienia z krakowa, skąd nie tylko karniści to sól ziemi!;p;)

      • Według większości ludzi na świecie (99% populacji) ranking najlepszych miejsc na świecie dumnie otwiera Kraków, a zamyka go Warszawa!!!

  2. Toruń łączy się w bólu. W szczególności co do „pola” i poligrafu.

  3. Co jak co, ale to jest słabe… ciśniecie z Krakowa z takich tematów, gdzie można cisnąć tak średnio, bo W-wa nie jest lepsza pod tym względem (patrz: metro itp. :D) a pomijacie tematy hmmm… oczywiste do ciśnięcia. 😛
    BTW. Szlachta małopolska chodzi na pole, bo mieszka w pałacach i dworach, a chłopstwo mazowieckie wychodzi na dwór no bo gdzie ma wychodzić w chatach mieszkając 😉

    • Tylko że co najciekawsze, w Małopolsce procent szlachty był najniższy w Rzeczpospolitej, najwyższy zaś właśnie na Mazowszu.

      • Tak, ale na Mazowszu, była to szlachta najbiedniejsza, co odzwierciedlał procent husarii, najdroższego rodzaju wojska, która nie mogąc zaciągać się doń, zaciągała się jako pancerni, bądź jako piechota łanowa i grodzka.Natomiast ta nieliczna małopolska szlachta była po szlachcie NAJBOGATSZEJ w Lędsiech, szlachcie SANDOMIERSKIEJ z plemienia lechickiego, ZACHODNIOSŁOWIAŃSKIEGO, Biało-ARYJSKIEGO Lędzian, dość licznie reprezentowana, w tej NAJDROŻSZEJ formacji wojennej.Dziś za to mówiąc żydowskim żargonem knajackim tzw ” warsiawiak ” z „Pragie”, Żyd i RASISTA chamito-semicki, żółto-azjatycki Radosław Sikora, nadrabia to z nawiązką , przebierając się za husarza i galopując po Warszawej , na „kuniu” i w zbroi, bądź udając idiotę udaje asystę m.in. przy trumnie generała Petelickiego.Ponadto blokując, mnie na fan page „Husaria przed pałac”, za słowa określające status Lęsiech PRAWDZIWYCH, sprzed zaboru w Dniu 23-08 roku Pańskiego 1939, aż potąd , jakoż iż NIE BYŁO OD-ŻYD-BOLSZEWIZACJI ksywa „dekomunizacji”, jako kolonii żydowskiej zarazy okupacyjnej bolszewizmu!

  4. Zapomnieliście o jednej zajebiście ale to zajebiście ważnej sprawie. Nigdzie w środkowo-wschodniej Europie nie ma takiego stężenia hipsterów na kilometr kwadratowy jak w Krakowie!
    Pozdrawiam, skąpy Krakus 😉

  5. yyy nie zgadzam się z tym stronieniem od wódki i Grzesiem Turnau, chyba na imprezie w Krk nie byliscie

  6. Nie wiem skąd taka opinia że Krakowianie nie lubią Warszawiaków.
    Owszem zdarzają się takie sytuacje, ale zazwyczaj Ci „Warszawiacy” mieszkają w niej od paru lat. I to oni zachowują się prostacko więc są obśmiewani przez innych nie tylko Krakowian.

    Pozdrowienia dla Warszawiaków

  7. Cóż. Hejtowanie Krakowa wyssałam z mlekiem ojca-hanysa, tak więc dziękuję za tę notkę, panowie! Pozdro z pięknych Katowic.

    • nie powinna s czasem hejtować Warszawy? kto nam zrobił taki burdel na Śląsku jak nie Warszawiacy właśnie?

  8. Świetna notka , nie tylko reszta Polski nie lubi Krakowa , ale też pozostała część małopolski .. 😉

  9. Hahaha, dawno się tak nie uśmiałem. Przyjechałem z Warszawy do Krakowa i wszystko co napisaliście jest prawdą 🙂 Poczynając od gołębi, poprzez wyczilowanych ludzi których muszę wymijać na ulicach (zapierdzielają tak wolno), a kończąc na wieśniackim polu (skąd się wzięło to powiedzenie w dawnej stolicy kraju – nie wiem) .
    Ale wydział prawa UJ jest faktycznie pod każdym względem lepszy od UW. Niestety.

    Pozdrowienia z krakowskiego survivalu. Warszawiak 😛

    • To wracaj do Wawy jak Ci tak źle i jest taka wiocha na tym survivalu 🙂

  10. Dla mnie, jako kogoś kto stoi obok i patrzy, próbuje patrzeć wzglednie obiektywnie, różnica jest taka, że Warszawa to moloch, a Kraków to Miasto. W Warszawie się stoi, idzie, biegnie, lub jedzie, a w Krakowie się żyje! 🙂

    Kurka no, chcę do Krakowa!

  11. Mieszkasz we Dworze to wychodzisz na Pole, mieszkasz na Polu to idziesz na Dwór.

    Pan wychodzi na Pole doglądać Chłopów, Chłop idzie na Dwór płacić Pańszczyznę. 😛

    A tak poza tym to lubimy warszawiaków, w sumie dzięki Warszawie nie musimy tych wszystkich kartofli z Wiejskiej oglądać u nas (no oprócz jednego buraka pastewnego co sobie pielgrzymki na Wąwel urządza :P) no i nie mamy co chwile pielgrzymek Górników palących opony w centrum miasta 😛

    • dwór to taka wiejska posiadłość z przyległosciami- jak pan z miasta chce zaczerpnąć świeżego powietrza to udaje się na dwór; w pole zapierdziela chłopstwo, to oczywiste.
      szlachta ogólnie pól nie oglądała bo do obróbki miała chłopa a do pilnowania ciurów , no ale kto by w galicji marnował kasę na ciurów ;p

      tak poza tym nawet lubimy co poniektórych krakusow, a lubilibysmy jeszcze bardziej jak by nam nie psuli humoru swoja wasalska nostalgia za Cesarstwem i zw. z tym zamęczaniem zwykłych ludzi obrazami niesmacznego wąsacza (patrz. gdzie nie spluniesz w Krakowie) i rozmaitymi tego wariacjami (patrz pudełka tego ich kredensu)

  12. A myślałam, że to my, Krakowianie, mamy „zapierdol”. Ostatnio bywam często w Katowicach, tam nikt nie biegnie do autobusu, autobusy jeżdżą zresztą dwa razy na godzinę w godzinach szczytu, a jak kierowcę pytam o drogę, to może stanąć na przystanku i na 5 minut i mi wyjaśniać. Ogarnia mnie wtedy panika, nie wiem co się dzieje, czemu busiarz nie rusza… ale przecież nikomu się nie śpieszy.

    Myślałam, że wszyscy młodzi ludzie spędzają dzień między studiami a pracą biegnąc przez Rynek z kawą w kubku Made To Go i zmarszczonymi brwiami, zastanawiając się, jak można dostrzeć gdzieś na miejsce na 14:00 skoro o 14:30 kończy w pierwszym miejscu. W Krakowie jeden kierunek to lipa, przeciętny młody pracowity człowiek robi dwa dzienne kierunki i pracuje. W weekend jest relaks – np. mam czas wybrać się na zakupy, to przebiegam Galerię Krakowską takim półbiegiem. Rekord: 3 piętra galerii w 40 minut. W McDonaldzie na Szewskiej ludzie mają ochotę się zabijać o miejsce w kolejce po cheeseburgera kupionego na szybko (jak jeść powoli?), chociaż pracownicy robią tak szybko, że jeszcze im tylko rolek na nogach brakuje.

    Myślałam, że tak jest wszędzie, a to tylko w Krakowie, nie w mniejszych miastach. Jak musi być w Warszawie, skoro my jesteśmy tymi zrelaksowanymi?… Pijecie 4 kawy dziennie zamiast 3?

    • ROZBROIL MNIE TEN KOMENT :))))))))))
      SWIETNE ODDANIE NASZEGO ZYCIA!
      DODAM TYLKO: ZAKONCZENIE PRACY O 24 W HIPERM……… I ZASUWANIE NA NOGACH DO DWORU :)))))))))))))))))))))))))

  13. Ludzie z Krakowa są tak baaaaaaaaaaardzo dziwni. W odróżnieniu do samego miasta, które jest zajebiście wychillowane i jak ktoś lubi taki klimat, to można naprawdę się oderwać.

    Mimo wszystko zarzucę cytatem z jednego z naszych wielkich wieszczów i jego wielkopomnego dzieła: „ŁÓDŹ, OJCZYZNO MOJA!” i tyle na ten temat 😀

  14. Nosz przecież tego się prościej nie da . Jak ktoś mieszka na dworze to po nim chodzi, jak na polu to po polu, co to za zajawka krakusów na jakieś zamienianie, kręcenie, bezedura!

  15. Kraków zły, Warszawa zła, jakaś wieś na zadupiu zła, to ja się pytam gdzie żyć???

  16. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). No to ja w ramach retorsji opowiem coś o Warszawie. Jak byłem młody (czyt. za komuny) i moja nieboszczka matka mieszkała jeszcze w Świdrze to jeździłem co roku przejazdem przez Warszawę nad morze czy też na Mazury. I wtedy to jeden z kierowców ciężarówki, którą właśnie złapałem „na stopa” powiedział mi jedną sentencję, która schrakteryzowała mi naszą stolicę dokładnie – ” a bo ta Warszawa to jest rozjebana jak stara kurwa”. i tyle w temacie. Po prostu w Krakowie można się zagubić w plątaninie uliczek a w Warszawie jest tylko jeden czakram PEKiN, na który się wyjeżdża i ma się całą ‚stolycę’ zaliczoną – tylko czemu kurwa jest to tak droga impreza – ostatnio kumpel z Krakowa (który był tam ze swolim synkiem) powiedział mi, że to już całe 36 zł – nosz kurwa mną Krakusem aż szarpie ta cena za przyrodzenie. W Krakowie to byśmy sobie zrobili jakieś obejście schodami a we Warszawie nie – bo to jest chyba największy dochód z turyzmu ever. A i tak nikt tam nie gra na trąbce ino ludzie się rzucali i musieli zainstalować taką metalowa siatkę co by tych samobójców łapała. No i wyszła mi notka od sasa do lasa – jak ta nasza piękna Warszawa – niepoukładana z Pragą na drugim brzegu. Pamietam, że za moich czasów to jedyną wartą odwiedzeinia imprezą było Rób – Reggae w Intersalto i giełda motocykli w niedzielę. Dobrze, że stadion narodowy jest tuż przy torach to taki centuś jak ja nie musi wysiadać, żeby zaliczyć główną atrakcję naszej przepięknej stolicy, tylko może sobie cyknąć fotkę z okna pędzącego pociagu. Amen.
    Pozdrawiam (Krakus) Mirek

  17. Idzie krakus ulicą, patrzy a tu dwa złote leży na ziemi. Zdumiony pyta: „co tak mało?”

  18. Dobra notka i sporo prawdy, ale… tak jedziecie po Krakowianach, że skąpcy itp, a przecież ceny w Krakowie są tylko minimalnie niższe niż w Wawie, o ile w ogóle, a średnie wynagrodzenie jest dużo mniejsze 😉

    Co do hipsterów, to aż tak tragicznie nie jest, jak już porównywać, to w Wawie ich stężenie jest sporo większe.

    I nie wspomnieliście o jednej kwestii, której naprawdę wielu Krakowian nie znosi – turystach, codziennie setki wycieczek i tysiące zwiedzających się przewalają przez Rynek i okolice skutecznie blokując, co się da i oślepiając wszystkich dookoła fleszem 😉

    A jedyny przykład naśladowania Wawy to nasz tajemniczy, ‚wydziałowy’ blog ewidentnie inspirowany Waszym.

  19. Na żadnej imprezie się tak dobrze nie bawiłam jak w Krakowie a wakacje w Warszawie to marność w porównaniu do wakacji w Krakowie.

    Dla Krakowa mogę nawet wychodzić na pole :d

    Pozdrowienia z Gdyni!

  20. ja mieszkam w Warszawie cale zycie, tak samo jako moi dziadkowie i rodzice, no i cala rodzina. i uwiebiam warszawe 🙂 jesli mowicie o pospiechu ruchu itd owszem jest, ale w godzinach szczytu kiedy najwiecej jest wlasnie NIE-warszawiakow. i mysle ze tylko w centrum 🙂 dlatego ja omijam centrum i spokojnie sobie zyje w mojej okolicy 🙂

    w Krakowie bylam raz, 3 lata temu na 5 dni taki wypadzik, wspominam bardzo milo. przede wszystkim dlatego ze bylo CIEPLO (majowka) i tak przyjemnie 🙂 miasto sliczne, na rynku troche za duzy tłum, ale bardzooo pozytywnie wspominam! i znajac legendy o niecheci do „warszawki”, staralismy sie nigdzie nie wspominac o tym skad przyjechalismy hehe.

    pozdrawiam Warszawę i Krakow!!:)

  21. Mnie w krakowie zawsze wkurwia „czy, czymam, czymaj” oraz „wydupcone, przedupcone, wydupcaj stąd” oraz wszędobylskie „że”. Wydupcaj stąd że, ejże, czymajże (combo).

  22. ‚Gdybyśmy mieli otagować swoje życie to byłyby to pewnie słowa typu…’
    <3

  23. Gdybyście nie byli takimi pierdolonymi cwaniakami zapatrzonymi w siebie to może zorientowalibyście się, że NA POLE wychodzi też kilka innych województw, nie tylko Małopolska. A gdybyście byli jeszcze oprócz tego inteligentni (na co nie pozwala Wam miejsce zamieszkania, w miejscu mózgu macie spaliny) to zajrzelibyście do książek i dowiedzieli się jak to naprawdę jest z tym polem i dworem.

    Ja też się chętnie z Was pośmieje. Dla mnie jesteście wieśniakami z największej wsi w kraju, w której pantofle to dla Was nawet buty od garnituru; gdzie używacie rusycyzmów (w lato, w zimę, hahaha), bo taka jest Wasza wiedza na temat języka polskiego; gdzie autubus, na który czekacie dłużej niż 30 sekund przyprawia Was o palpitację serca, a Wasz życiowy cel to biuro w przeszklonym wieżowcu i zapieprzanie brudnymi chodnikami z kawą ze Starbucksa. Wyścig szczurów i całkowite wypranie z jakichkolwiek wartości. Pustaki z Was, po prostu. Gówno wiecie o Polsce. Żyjcie dalej w swoim diamentowym kokonie i dajcie nam spokój. Nie uciekajcie w weekendy w inne części kraju, nie rozbijajcie się na naszych drogach (potraficie jeździć tylko u siebie) i nie wychylajcie nosa z Warszawy.

    • P.S. A jak już macie swój śmieszny „dwór” to nauczcie się chociaż na niego wychodzić. Mówi się „na dworze”, a nie „na dworzu”. Chociaż tak naprawdę to oczywiście „na polu” :).

      • Zapoznaj sie moze z oficjalną polszczyzna, ktora włąsnie mowi o wychodzeniu na dwór i takiej w rozmowach oficjalnych, miedzyregionalnych nalezy uzywac.

  24. jako typowy krakus (czyli nie z Krakowa, a z Olkusza 🙂 muszę zaprotestować – na pewno nie powiedzą „patrz go, jaki mądry”, tylko „pacz go, jaki mądry” ….

  25. Najnowsza reklama mówi, że Kraków to nie miasto, tylko stan umysłu. Chyba jedyna reklama, która nie kłamie 🙂

  26. Ja tylko powiem o „wychodzeniu na pole”. Nie jestem z Krakowa, ani nawet z Małopolski, aczkolwiek: jest różnica, pomiędzy wychodzeniem NA pole (czyli Wasz dwór ;x), a wychodzeniem W pole (np. kopanie ziemniaków).

  27. NO I NASZE SLYNNE : ” SE „. IDE SE WIDZE SE 10 ZL LEZY SE………..

  28. Jak już się tak spieracie o ten „dwór” i „pole”, to warszawska, „wyrafinowana” forma jest rusycyzmem.

    Pozdrawiam,

    Góralka z Beskidów 🙂

  29. Co do imprez to totalnie nietrafione, Kraków to dopiero miasto niekończącej się imprezy, to miasto nie zasypia nigdy! Przy samym Rynku mamy kilkanaście dużych imprezowni.
    Przecietny warszawiak odwiedzający Kraków spaceruje po Rynku ew w galerii, a tam głównie turyści, których od kilku dobrych lat mamy w Krk od 8 do ponad 9 milionów rocznie! Zastanówcie się zatem czy widzieliście rodowitego Lajkonika czy turyste na urlopie 🙂

    Smog Wawelski 😉

Submit a comment