Jak przeżyć w Platformie Obywatelskiej?

Pierwsza kadencja była nawet spoko. Udowodniła, że rząd może sobie przez 4 lata grać w piłkę i jest luzik, a w tym całym rządzeniu chodzi o to, byle tylko za bardzo nie przeszkadzać obywatelom.

Potem wszystko się popsuło. Po 2011 coś im się popierdoliło, nie wiemy, kryzys wieku średniego, ubzdurali sobie, że zaczną rządzić.

Tych ministrów to pobrali kompletnie z dupy, ale tak to jest jak się podbiera celebrytów opozycji, a potem trzeba kusić ich stołkami. Kluzik-Rostkowska, Arłukowicz, Mucha… Choć tę ostatnią decyzję akurat popieramy jako wybieg czysto wizerunkowy. Platini po Euro 2012 to podobno do dziś chodzi i opowiada o tym jak to w Polsce wyglądają ministrowie i że Francja jest 100 lat za murzynami. Wisienką na torcie był Jarosław Gowin. Facet, który zabiera głos w każdym temacie, choć – od piłki nożnej przez proces stanowienia prawa – nie zna się absolutnie na niczym.

Ala Janosz jednym z grzechów Platformy Obywatelskiej? Jak najbardziej, czytajcie dalej, a się dowiecie...
Ala Janosz jednym z grzechów Platformy Obywatelskiej? Jak najbardziej, czytajcie dalej, a się dowiecie…

Fenomen przyrodniczy, bo o ile w świecie polityki głupków nie brakuje, to przeważnie politycy mają jakieś hobby, na którym się znają: rozmnażanie modliszek, latanie samochodem po Europie, łojenie wódy w hotelu sejmowym. Jeśli Jarosław Gowin ma hobby to jego hobby jest niekompetencja. I to nie jakaś tam niekompetencja zakrojona do wąskich dziedzin, on jest niekompetentny nawet w byciu Jarosławem Gowinem, jak był w Platformie to najbardziej napierdalał na Platformę, a jak teraz jest w… no, w czymśtam, to najbardziej napierdala na PiS.

Bardzo podobało nam się to, co – momentami – usłyszeliśmy na taśmach Faktu Wprost. Szkoda nam strasznie Bartka Sienkiewicza. Jeżeli najgorsze co można znaleźć na nagranych z ukrycia taśmach to polityka, który narzeka, że instytucje państwa ze sobą za słabo współpracują (co kretyni spłaszczyli do „państwo istnieje tylko teoretycznie”), a następnie z każdą kolejną lufą wygłasza coraz trafniejsze diagnozy na temat Bliskiego Wschodu, to my możemy jedynie ubolewać, że prędzej czy później w polskiej polityce takiego człowieka się upierdoli, aż przyjdzie na jego miejsce jakiś rolnik albo katechetka niezdolni do posiadania własnego zdania czy wdrożenia procesu myślowego. A biedny Sienkiewicz pójdzie do sektora prywatnego robić za 5 razy tyle.

Jak coming out, to coming out. Kochamy też Radka Sikorskiego. Nie ma niczego bardziej polskiego, sarmackiego, niż ten zdolny, piękny, a jednocześnie zadufany w sobie bufon ze wspaniałą żoną, który prawdopodobnie jest jedynym politykiem na świecie, który wyruchał Putina. Opinia publiczna nienawidzi go, bo BOR dowoził mu pizzę, ale hej – któż z nas nie kocha pizzy?

Nie zrozumcie nas źle. Zawsze robi nam się bardzo przykro jak ktoś powie „chuj”, to na pewno bardzo dobry powód do odwołania niezłego ministra. Ale z drugiej strony mamy świadomość, że gdyby na przykład takich nas nagrano w trakcie rozmowy przy wódeczce, to nie tyle wyrzucono by nas z rządu, co większość z was chciałaby po prostu wypierdolić nas ze społeczeństwa.

Zdolna, kompetentna, pracowita. Jakoś nie przekonała nas narracja towarzysząca jednej z najbardziej przereklamowanych postaci polskiej polityki, czyli Elżuni Bieńkowskiej. W idealnych korporacyjnych warunkach byłaby podstarzałą sekretarką w jakiejś korporacji i miałaby na imię Andżela („Xero nie działa? Sorry, taki mamy klimat”). Nie mamy pojęcia dlaczego jest tam, gdzie jest. Co znamienne w całej Europie też nikt tego nie wie.

Nowak z wielką ulgą przyjął wyrok sądu, że zegarek naprawdę był jednak od żony i szykuje się do wielkiego powrotu do polskiej polityki. Sławek, czy ty sobie w chuja  lecisz? Próbowałeś dokonać przestępstwa gospodarczego, mamy to nagrane, zejdź nam z oczu i spadaj hodować szalotkę.

Adam Szejnfeld, trzynastolatka z największym czołem świata. Uwielbiamy subskrybować jego media społecznościowe, kopalnia złotych myśli, esencja braku poczucia obciachu. Tylko tam: fotki Szejniego gapiącego się w szybę pociągu w czasie deszczu z podpisem „chwila zadumy nad Polską”.

Podobno jeśli odpowiednio poprzestawia się litery w słowach „Julia Teresa Pitera”, to da się z tego ułożyć zdanie „Boże, co za irytująca kobieta”. Jarosław Gowin w spódnicy, tylko mniej sympatyczny.

A potem było już tylko gorzej. Rudy zorientował się, że to ostatni moment, żeby pograć coś na zachodzie i przyjął propozycję z Anderlechtu. Premierem została Ewa Kopacz, która jest przesympatyczną, dobrą kobietą. Naprawdę wierzymy, że ma same czyste intencje. Pech chciał, że przy okazji jest też koszmarnym premierem, który na dodatek nie panuje nad niczym, kłania się górnikom i generalnie daje przywileje każdemu kto głośno drze ryja.

Ewa Kopacz żeby pokazać jaka to ona jest fajna, co i rusz chce komuś stawiać lody, kupować kanapki, a na drugie śniadanie nosi ze sobą w aktówce pasztetową z cebulą, żeby było bardziej swojsko. W tournee po Polsce jeździ tramwajami i pociągami żeby pokazać ludzką twarz żelaznej damy,  a wraca na deskorolce starając się przypodobać tym 5% wielkomiejskiej młodzieży. Szanowna Pani, ciemnogród, który kupuje takie głodne kwiatki i tak na panią nie zagłosuje, bo przecież zabiła pani z 200 osób w Smoleńsku, tymczasem cała reszta narodu oczekuje od swojego premiera czegoś zupełnie innego. Pani premier, a może by tak dla odmiany przestać w to miejsce gnębić przedsiębiorców, którzy w tym czasie próbują zarobić na pani górników?

Platforma Obywatelska słusznie zauważyła, że przysypiający dziadkowie nie sprzedają się tak dobrze jak kiedyś, a szczawiu z mirabelkami nie chce serwować nawet sam Modest Amaro i odpalono projekt pt. nowe pokolenie. Rafał Trzaskowski i jego koledzy sami nie mogli uwierzyć w swoje szczęście i fakt, że 20 lat dmuchania partyjnych baloników na rozmaite wiece w końcu popłacił. Ale kiedy słyszymy o nowej jakości w Platformie, a potem w telewizji widzimy piszczącego

410dfd14-fa64-11e4-80fa-0025b511226e
tego gościa z prawej

to nawet Adam Hofman wydaje się na jego tle „w sumie spoko”. 15 lat temu poseł Jakub Rutnicki startował w programie Idol i my wysyłaliśmy po 500 SMS-ów tygodniowo na Alę Janosz tygodniowo, żeby tylko wyeliminować gościa z programu (a potem przez miesiąc nie mogliśmy siedzieć, jak ojcowie zobaczyli rachunki). Przysięgamy, dziś będzie tak samo, jak wpierdolicie go nam do naszych okręgów, to zagłosujemy na PiS, choćby po drugiej stronie barykady siedział sam Antoni Macierewicz.

Jest jeszcze kwestia prezydenta. Ujmijmy to tak – fajnie, że Bronisław Komorowski nie będzie już prezydentem, a zarazem szkoda, że Andrzej Duda będzie. No, ale prezydent to prezydent, jaki by nie był, kochać trzeba. Poza tym doszły nas słuchy, że pierwsza córka, przyszła księżna jest wielką fanką naszego bloga i w odróżnieniu od Kaśki raczej będzie nas wspierać, niż podpierdalać nam najlepszych reklamodawców. Prezydencie-elekcie, mamy więc tylko jedną, ogromną prośbę – błagamy, prosimy, pod żadnym pozorem nie realizować swoich obietnic wyborczych.

W listach pytacie nas „na kogo głosować, jak żyć?”. To dobre pytanie. Kiedy pół roku temu na tym blogu prosiliśmy Boga o powrót Leszka Balcerowicza do polityki, Wszechmogący w całej swojej niezrozumiałości zesłał nam Ryszarda Petru, który w ciągu ostatnich 2 miesięcy zrobił sobie więcej zdjęć „na ściankach” niż Edyta Górniak przez całą swoją karierę. Nie odważymy się poprzeć żadnej konkretnej opcji politycznej, możemy wam co najwyżej powiedzieć na kogo nie głosować. Ale znamy się już na tyle długo, że to akurat chyba sami doskonale wiecie.

Katecheza #267: Tradycyjnie już, jak żyć nie jest miejscem debaty politycznej. Albo ci się podobało, albo spierdalaj.

0 Comments

  1. Podsumowanie Łysego pod koniec było tyle nieoczekiwane, co piękne. Jak go posadzili z Kempą po Faktach, to nie wiedziałem komu kibicować, a to już wyczyn. Zazwyczaj kibicuję temu, kto mniej głupot plecie albo dostarcza więcej wartości ludycznej, a w tym starciu tytanów nic nie ‚pykło’. Ciekawe kiedy żelazna Kopatcher ogarnie, że Łysy procentów nie dodaje, a sam fakt pokazania, że w Platformie są ludzie przed 50-ką nie jest przepisem na sukces wyborczy.

  2. Tu (u-nasz-w-swrowku.blog.onet.pl). Ja na szczęście już dawno uwolniłem się od dyktatu polityki, a polityków to ja (od czasu śmierci mojej cioci Ireny – wielkiej działaczki PSL – u) nie rozróżniam.
    Żyję przeto w raju śunjaty – buddyjskiej pustki. Tak, że w informacjach na moim homepejdżu onetu szukam tylko informacji o tym, że narodziło się gdzieś cielę z dwoma głowami, albo że w Detroit odsłonięto posąg szatana (26 VII b.r.), albo, że ktoś utopił się na pobliskich Bagrach, ew. czytam również klepsydry – aby dowiedzieć się kto umarł. Żadnych dzienników ani Faktów nie oglądam, bo one mówią mi co mam myśleć o danej sprawie, a nie mówią mi jakie są fakty.
    No chyba, że gdzieś niedaleko jest wojna i wtedy co jakiś czas zerkam, czy już wymieniać forsę na dolary i wyjeżdżać do rodziny na wieś.
    A co do A. Dudy to jest to dla mnie cienki bolek, bo obiecał rodzicom o 500 zł na każde dziecko, co przy Wałęsowskich 100 milionach to jest śmieszne gówienko. Ale ani nawet to nie jest ciekawe, że on też się z tej obietnicy wyborczej wycofa, bo po co Polacy mają rodzić niewolników – pomywaczy dla Wielkiej Brytanii. Więc dlaczego miałyby te pomyje w krysztale (jak śpiewał o polityce J. Kaczmarski w piosence „Autoportret Witkacego” – na którą podrywało się swego czasu najlepsze laski przy ogniskach w Bieszczadach) mnie interesować.
    Pozdrawiam Mirek

Submit a comment