Jak szybko i efektownie schudnąć?

dieta-mini-glowna

Wiecie zapewne, że jesteśmy kolejno: mistrzami przeróbek graficznych Instagramu i arcymistrzami słowa. Miny pani w aptece, gdy Kuba poprosił ją o osiem opakowań Linea 20+* i coś do popicia nie jesteśmy jednak w stanie oddać w żaden znany współczesnym cywilizacjom sposób. 

Sytuacja była dramatyczna. Do ślubu Anity i Krzywego (nie chciał dać nam wódki, póki nie zobowiązaliśmy się wspomnieć o tym podniosłym wydarzeniu na naszym blogu) zostały jakieś 3 godziny, a nasze błyszczące kaszmirowe garnitury uszyte za półroczny PKB Ukrainy za indywidualną radą jakiegoś łysego odpowiednika Kasi Tusk (pies go ganiał i jego pomarańczowe skarpetki też) dziwnym trafem rażąco zmniejszyły się od czasu ich ostatniego użycia (co miało miejsce 27 „Mięsnych uczt” i 114 litrów Cherry Coke temu, czyli w poprzedni czwartek). Wyobrażając sobie rozczarowanie starego druha i niechybną rozpacz panny młodej,  może nawet ryzyko odwołania całej uroczystości, postanowiliśmy uniknąć takiego ryzyka w przyszłości i wypowiedzieć Blitzkrieg otyłości (joł, ależ mamy dziś nieziemski flow).

Najpierw z całego mieszkania zebraliśmy wszystkie kolorowe czasopisma, które znalazły się tam na wypadek – oczywiście – remontu i na pewno nie było tak, jak mówią niektórzy, jakoby któryś z redaktorów najbardziej wpływowego bloga polskiego internetu lubił sobie od czasu do czasu poczytać „Życie na gorąco” (jak się potem próbował pokrętnie tłumaczyć, kioskarka pomyliła z „Żydzi na gorąco”, a był po chrześcijańsku ciekaw czy na rynku jest miejsce dla kolejnego prawicowego tygodnika opinii).

Z kolorowych magazynów wycięliśmy wszystkie zdjęcia Grycanek („Playboy” swego czasu planował nawet rozkładówkę, porzucono pomysł, gdy okazało się, że lasów w Amazonii starczyłoby na góra 30 egzemplarzy nakładu), a następnie prewencyjnie obkleiliśmy nimi całą lodówkę. Uwaga – żadna Dorota Wellman i Ryszard Kalisz! To muszą być Grycanki jako odzwierciedlenie największego wroga i symbol moralnego zepsucia, ponieważ w programie Kuby Wojewódzkiego były dosłownie o 30 deko od wmówienia polskiemu społeczeństwu, że rozstępy na rozstępach i bycie chodzącą polędwicą sopocką jest zdrowe, normalne, a co gorsza cool.

Poniżej specjalny, dziesięciodniowy program naszego autorstwa, który powstał przy współpracy z Oprah, doktorem Dukanem i Magdą Środą. Poważnie, kobieta jest nie tylko piękna, ale też zna się na wszystkim.

Popularny dziennikarz Wojciech Mann przed i po zastosowaniu kuracji odchudzającej "Jak Żyć"
Popularny dziennikarz Wojciech Mann przed i po zastosowaniu kuracji odchudzającej „Jak Żyć”

Dzień pierwszy to dziwny dzień, gdy w naszym słowniku po raz pierwszy pojawia się słowo „dieta”. Dla przeciętnego mężczyzny jest to słowo obce w jego organizmie, więc pomocny może być w tej kwestii internet (oczywiście z wyłączeniem forum dla posranych ludzi sfd.pl, gdzie dominują tematy „kupiłam nową garsonkę, w przyszłym tygodniu mam chrzciny, jak do tego czasu zrobić bica i przybrać na masie 25 kilogramów?”).

Krótka przebieżka po liście najpopularniejszych diet i komentarzach użytkowników (wszystkie są rakotwórcze, a „po Kopenhaskiej u szwagra pogotowie stwierdziło liczne złamania oraz potłuczenia, wstrząs mózgu, ginekomastię, chorobę wrzodową odbytnicy, stulejkę, raka macicy, wrzody żołądka, arytmię serca, chorobę wieńcową, kiłę, rzeżączkę, syfa i wilka**„) prowadzi do prostego wniosku, że dotychczasowe oparcie podstawy swojej diety na „kanapce dnia” w Subwayu nie było wcale aż tak złym pomysłem (z wyjątkiem czwartków, bo – wiadomo – klopsiki).

Przebieżka po liście najpopularniejszych metod odchudzania będzie zresztą jedynym wysiłkiem fizycznym jaki docelowo planujemy wam zaserwować na naszej diecie, tym niemniej w dobrym tonie i pewnym zadośćuczynieniem tradycji byłoby wykupienie całorocznego karnetu all inclusive na najdroższą siłownię w waszym mieście, z którego – ma się rozumieć – nigdy nie skorzystacie.

Niezdrowe żarcie kontra zbilansowana dieta
Niezdrowe żarcie kontra zbilansowana dieta. W telewizyjnym skrócie: tuczy wszystko, co przygotuje i owinie w papierek całe zło tego świata, czyli realizujący się w zawodzie absolwenci stosunków międzynarodowych

Dzień drugi tak na dobrą sprawę rozpoczyna się mniej więcej w momencie, gdy siedzisz zamyślony w kuchni i zadajesz sobie trzy kluczowe pytania: „To się kurwa smaży, piecze czy gotuje?”, „My mamy w ogóle piekarnik?” oraz „Szpinak czy brokuły?”. Ostatecznie oba smakołyki lądują na dnie lodówki czekając na swoje lepsze czasy (nie doczekują się), a my głodujemy powoli zaczynając rozumieć o co tak naprawdę chodzi w tych wszystkich „pomysłowych i różnorodnych dietach, na których na pewno nie będziesz się nudzić”.

To także dzień, w którym zamawiamy najlepszą i najdroższą wagę jaką akurat mieli na Allegro, taką która nie patrzy oceniająco i ROZUMIE (bo stara jest ewidentnie popsuta). Waga oczywiście przyjdzie gnębić nas jak już wrócimy do pizzy i cherry, bo jakiś skurwysyn nie napisał nawet małym druczkiem, że wysyła ją z Hąkągu.

Dni trzy-sześć to eksperymenty z dietą Kwaśniewskiego. Co najzabawniejsze, dopiero kilka dni później ktoś wyjaśnia, że nie o TEGO Kwaśniewskiego chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że wypite wówczas kilkaset lufek starannie zmrożonej substancji oraz gimnastyka polegająca na notorycznym opadaniu i całowaniu pięknej charkowskiej ziemi okazały się być najbardziej efektywnym momentem całego cyklu. Przestajemy dopiero wtedy, gdy nasza ukraińska sprzątaczka Berta stwierdzając zgony odwołyniowuje się z naszymi laptopami, telefonami i kolekcją starej whiskey w kierunku drzwi.

A tu Berta i nasz (Jezu, nie wierzymy, że to mówimy) ulubiony Prezydent III RP
A tu Berta i nasz (nie wierzymy, że to mówimy) ulubiony z prezydentów III RP

Dzień siódmy sprowadza się do preferowanego przez nas systemu kar i nagród. W nagrodę za wytrwałość i osiągane efekty pozwalamy sobie na malutką dyspensę w postaci łyżeczki cukru do porannej kawy. Nigdy nie wiemy jak to się dzieje, 100% skuteczności, ale po pierwszym złamaniu warunków diety, niecałą godzinę później wcinamy najtłustszą pizzę w mieście leżąc na balkonie w jacuzzi napełnionym orzeźwiającą cherry coke (bardziej kalorycznym trunkiem jest tylko olej kujawski, ale zapychał nam odpływ), a dookoła nas tańczą najpiękniejsze kanadyjskie prostytutki ubrane wyłącznie w dżem, czekoladę, bitą śmietanę i syrop klonowy.

Przez resztę dnia kasujemy jakże popularne w naszym folderze ze spamem komentarze „blog fajny, ale chłopaki trochę za bardzo się afiszują swoim bogactwem rodem z teledysków Rihanny”.

Dzień ósmy to – jak się domyślacie – system kar, którego chcieliśmy uniknąć: wysiłek fizyczny. Kiedy ostatnio wyszliśmy pobiegać Kuba skręcił trzy kostki we wszystkich dwóch nogach, a Kazik zrobił się na twarzy tak bardzo czerwony, że przez następnych pięć przecznic gonił go Janusz Korwin-Mikke. Strach pomyśleć, co by się stało, gdybyśmy zdecydowali się przebiec kolejne 200 metrów.

Od tamtego czasu chadzamy jedynie na jogę, która wprawdzie nadal nie odpowiada naszym możliwościom, za to bardzo odpowiadają nam leginsy koleżanek z grupy. Znaczy się odpowiadały, bo wyrzucili nas po tym jak z ostatnich rzędów głośno krzyczeliśmy do co gorszych okazów „przestań zasłaniać mastodoncie jebany”, rzucaliśmy w nie chipsami, a miarkę przebrała ponoć pusta butelka po piwie. Bardzo sporadycznie jeździmy też po mieście tramwajami (kilkanaście centymetrów ponad chodnikami taktowani przez dwa tysiąc dwieście) z włączonym Endomondo, głównie po to, żeby wkurwiać Witka, który co drugi dzień przez 15 kilometrów wydmuchuje sobie płuca.

Może się mylimy, ale to chyba także optymalny moment na tradycyjnego już indie rocka znienacka:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=L3FfSyzXM44?rel=0]

Dziewiąty dzień cyklu to moment kryzysu, gdy zaczynasz być zniechęcony brakiem widocznych efektów. W desperacji człowiek zwraca się ku najbardziej niekonwencjonalnym metodom, jak chociażby stawianie przed telewizorem wody mineralnej i odmachiwanie przez dziesięć minut Zbyszkowi Nowakowi słuchając mistycznej muzyki będącej zarazem najbardziej ambitnym rodzajem muzyki, jaką Polsat kiedykolwiek puścił w latach 1993-2004.

Co bardziej zdesperowani zaczną ufać egzotycznej sztuce masażu. Kuba raz nawet poszedł do takiego Harry’ego z Tybetu co równocześnie go masował, a stopami przyrządzał ryż smażony z kurczakiem. Ponieważ w kuluarach dało się słyszeć, że zamówienie leci na adres Kazika, było to nawet zabawne. Reasumując jednak: Kuba jak był gruby, tak dalej jest gruby, a na plecach dostał wysypki. Kazik linkuje Harry’ego na fejsbuku przynajmniej raz w miesiącu z dopiskiem „najlepszy chińczyk w mieście!”.

Znajdź to co kochasz i pozwól się temu zabić
Znajdź to co kochasz i pozwól się temu zabić

Dziesiątego dnia twój kolega z liceum ma wesele i jak się okazuje z gośćmi oraz wyjątkowo charyzmatycznym proboszczem łączy cię nie tylko zamiłowanie do produktów mlecznych firmy Danone. Poprawiny i poprawiny poprawin trwają dzień w dzień do piętnastego sierpnia i cała misterna dieta i tak idzie w pizdu. Ale już od poniedziałku… !

*Katecheza #365: Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.

**Tribute to „Magiczne Przygody Kubusia Puchatka”, które nieodwracalnie ukształtowały nasze poczucie humoru, gdy byliśmy w pierwszej klasie szkoły podstawowej

8 Comments

  1. „tak bardzo czerwony, że przez następnych pięć przecznic gonił go Janusz Korwin-Mikke”
    Leżę i kwiczę.

  2. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Ależ mnie wkurwia to ględzenie o dietach. Wystarczy po prostu m.ż – mni żryć. te wszystkie diety są jak leki na wątrobę – A może jeszcze fostatydylo cholina, a może jeszcze ulgiks, i jeszcze może proliwer – i w rezultacie wątroba musi przerabiać dużo więcej farmakologicznych trucizn niż bez nich. Tak więc ja jem co mi tu dadzą do jedzenia – oprócz śniadań, a i tak jestem coraz grubszy. A teraz jeszcze największa tajemnica kosmosu jak czekoladka o wadze 8 gramów powoduje u kobiet wzrost wagi o 8 kilogramów.
    Pozdrawiam Mirek

  3. znajdź to co kochasz i pozwól się temu zabić- niektórzy żyją (a nawet umierają) wg tej mądrości, a nawet o tym nie wiedzą 🙂

  4. dostrzegam pewną nieścisłość: polędwica sopocka składa się głównie z mięska i wody (proporcje mogą być odwrotne), natomiast skład surowcowy Grycanek to głównie sadełko i samoocena dążąca do samozachwytu (proporcje mogą być odwrotne)

  5. Panowie, jako szanowna pani uwielbiająca Was, podzielę się przez lata zdobywaną wiedzą: na twarz i dupę trzeba zapracować. Ale na jodze?! Ja dla podniesienia samooceny odwiedzam siłownię. Tam wprawdzie młodzi panowie mają cycki większe niż na nowej fotce pana Manna, ale mają też karki większe niż moja talia i zawstydzeni pouczają się nawzajem: wyrażaj się qrwa – pani nie lubi bluzgów:)

Submit a comment