Jak zapewnić dobrą muzę na imprezie

O ile, wierzymy, że po niemal pięciu wspólnie spędzonych latach w sprawie doboru imprezowych trunków nie musimy Wam doradzać, wciąż zostało wiele do powiedzenia w kwestii oprawy artystycznej.

Na imprezach przestaliśmy się już pchać do komputera czy – rzadziej – konsolety w celach – naturalnie – dj-owskich, bo i tak zaraz podbijała jakaś lampucera, która znała jedną piosenkę redhotów molestując nią wszystkich wraz z historią jak w 2005 roku słuchała jej na plaży w Mielnie i rwał ją jakiś Francuz… albo ona mu zrobiła francuza… jakoś tak, już sama nie pamięta, no nieważne.

Zaraz po niej zawsze, zawsze podbijał wieśniak, któremu z twarzy bije oczywisty Disco Relax. To zwyczajnie frustrujące, wiecie, łącznie subskrybujemy jakieś 6000 kanałów YouTube, Deezer i SoundCloud. Daft Punk stylizuje się na nasz avatar, korespondujemy z offowym kanadyjskim DJ-em, który podsyła nam swoje sety do oceny, w soboty lubimy sobie urządzić małą jam session na pianinku i saksofonie, nagraliśmy jedną indierockową płytę, ale zazdrosny Chris Martin zrujnował nam karierę, dziewczyny notorycznie mylą nas na ulicy z Radzimirem, żeby nie ograniczać się do jednej epoki od czasu do czasu zdarza nam się wyskoczyć do opery, filharmonii, a Kuba płacze ilekroć ogląda Amadeusza.

Co złośliwsi koledzy zaczęli twierdzić nawet, że z jego pracą magisterską jest jak z Requiem - dokończą dopiero jego uczniowie
Co złośliwsi koledzy zaczęli nawet przyrównywać jego pracą magisterską do Requiem

Ponieważ na facebooku zaczyna nas ostatnio lajkować przerażająco dużo gimnazjalistek (nie jesteście jeszcze gotowe na ten blog, poważnie, zawołajcie mamę, albo chociaż amoralne starsze siostry) wyjaśniamy dowcip – Mozart umarł nim ukończył Requiem. Prawdopodobnie z przechlania, ale nam to nie grozi od marca 2011 roku, kiedy Anonymous odłączyli Kleszczowi Playstation i przeprowadził się do nas na miesiąc, wtedy też nasze wątroby zjednoczyły się z Absolutem osiągając stan Nirvany – dalej jest już tylko Mirek(tu-u-nasz-w-swirowku-blog.onet.pl).

Także podbija ten Disco Relax, my puszczamy najlepszą playlistę miesiąca, dwa tygodnie dobieraliśmy kawałki, na Spotify śledzi nam ją sama Shakira, a jebaniec żąda nalega, nie on domaga się by puścić „Bożenkę”, którą słucha kurwa od jebanego drugiego roku studiów, której nienawidzimy, a on puszcza ją codziennie od 780 dni z krótką przerwą na fascynację Gangnam Style, ma ją ustawioną jako dzwonek w komórce i pierdolone granie na czekanie.

Wyrywa nam tego laptopa z rąk, no prawie dochodzi do rękoczynów, gąski się patrzą z niesmakiem, próbujemy się odsunąć, bo bezkonfliktowi jesteśmy, ale jeszcze nie odeszliśmy dobrze od konsolety, a tu na cały regulator rozlega się takie donośne pozbawione wszelkiej estetyki NIC TAK NIE BOLI JAK ZDRADA Z CYGANEM SIALALALA. I ci ludzie patrzą na nas z wyrzutem w stylu „what the fuck”, a my jeszcze nie zdążyliśmy się odsunąć zbytnio, oni wiedzą gdzie przed chwilą staliśmy, no i generalnie cała skrzętnie budowana przez lata renoma idzie

w pizdu.
w pizdu.

Najgorzej jest jednak trzy minuty później, bo wszyscy się dobrze bawią i tańczą do tego gówna, nikt nie pamięta o remiksie Rihanny, który miesiąc wcześniej Kazik nagrał ze specjalnie wynajętą orkiestrą symfoniczną. Także to już będzie kilka lat jak na imprezach konsekwentnie pozostajemy muzycznie introwertyczni, mimochodem znamy słowa wszystkich piosenek braci Figo Fagot i może nawet przyznalibyśmy się, że trafiają w nasze atawistyczne gusta, ale jak wszyscy wolimy udawać, że słuchamy tego dla beki. Martwi nas też trochę, że kroczą po nasze miano najpopularniejszego duetu w polskim showbiznesie. Panowie, zapytajcie Prokopa i Hołownię, nie chcecie tej wojny.

Na mniejszych imprezach popularne jest serwowanie muzyki z telefonu komórkowego, tam są te same cyrki z wyrywaniem go sobie z ręki, tego i tak nikt nie słyszy, poza tym bateria rozładowuje się po godzinie grania. Z rozrzewnieniem wspominamy stare dobre czasy, kiedy Badinerie mogło napierdalać trzy dni na pełen regulator, a i tak każdy był szczęśliwy, bo jak mu się znudziło – i nastrój dopisywał – w odwodzie wciąż był jeszcze Entertainer i Hurdy Gurdy.

Zatrudnianie DJ-a na domówkę też nie jest najlepszym pomysłem. Przede wszystkim większość DJ-ów na wschód od Amsterdamu i tak puszcza nasze sety, a kasuje sobie za to po 2 kafle od nocki. Poza tym wszyscy do niego podchodzą, trują dupę o „coś Perfektu” i teatralnym szeptem rozmawiają tak, że słyszy, o tym jaki on jest chujowy i że wygląda jak pedał. W konsekwencji cały wieczór chodzi podkurwiony, gdy nikt nie patrzy odlewa się do kwiatów, a koniec końców zmywa się chwilę po północy. Także DJ to kiepska opcja, czasem tylko na tak dobry afterek wpada do nas Pysh, on ma taki przebój, którym staramy się leczyć skołatane nerwy sąsiadów. Po starej znajomości nie chce od nas pieniędzy, ale upieramy się by w ramach wdzięczności i tak wręczyć mu stojącą nieopodal konsolety dracenę.

Katecheza #894: I pamiętajcie żeby być Lekko Stronniczy!

4 Comments

  1. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Niestety nie kojarzę o kim wy tu w ogóle piszecie. Rozścierwiła się ta muzyka rozrywkowa ostatnio tak, że nie ogarniam. Zatrzymałem się gdzieś tak na ‚History’ Jacko i dalej już nie kontroluję co się wnadziewa. ‚A tera będzie’: za moich czasów, to na imprezach królowały przeboje Lady Pank – wyobrażacie sobie takie klasyki jak ich pierwsza płyta uznawane były za przeboje popu gorszego gatunku takiego do tańczenia. do słuchania służyło wtedy Led Zeppelin, TSA, Perfect, Izrael, pierwsze Voo Voo, „Nowe sytuacje” Republiki. To prawda, że pieniądz gorszy wypiera lepszy i że jak napisał wieszcz ja widziałem waszych dziadów – to byli giganci – wyście do nich nie podobni. Bo tak jak trudno porównywać hetmana Zółkiewskiego z płk. Polko, tak trudno jest porównywać współczesny house dance i trance do muzyki , która rozbrzmiewała setkami wat na imprezach w willach opuszczanych przez rodziców na ten jeden wieczór kiedy królowało Voodoo child (Jimiego Hendrixa dodam dla ułatwienia) , albo „Never mind the bollocks here are the sex pistolls”, Czy też „Ragatta de Blanc” (Policów oczywista),a na dyskotekach były ‚Smooth operator’ i znowu Lady Pank,
    W blokach z betonu imprezy kończyły się często najazdami milicji, która zgarniała nieletnie panienki. Ale najbardziej niezapomniane były cykliczne imprezy u mnie w pokoju, które organizowaliśmy co tydzień, bo w piątek kończyliśmy lekcje o 10, wiec jechaliśmy do Pewexu, gdzie nasz kumpel Krzysiek Borle kupował za dolara flaszkę żyta, i po przyjechaniu do mnie do domu wyciągałem kieliszki z samochodzikami i piliśmy po 25 ml aż byliśmy wszyscy w piątkę ‚hyceni’ – i wtedy zapodawałem mało znany przebój singlowy Perfectu „Moja magiczna różdżka”, każdy łapał za ‚co ta beła’, za kij hokejowy gitarę, narty kijki od nart i w pewnym momencie singiel się zacinał na patefonie i wszyscy robiliśmy transowy head banging przy słowach „musi moją być musi moją być musi moją być…więcej wam nie napisze bo mnie się rzuca wzruszenie do gardła – pięciu facetów pól litra wódki i totalny odjazd czego chcieć od życia więcej?
    Pozdrawiam Mirek

Submit a comment