Jak zmienił się świat przez te 6 lat?

Przeżyliśmy Grono, przeżyliśmy Naszą Klasę, przeżyliśmy MySpace, Google+ oraz nieodżałowane „Zapiski młodego UPR-owca”. W 2009 roku nikt nie wiedział kto to jest Czika, a co dopiero jej Wardęga. Fajne dziewczyny, żeby się ciebie pozbyć, musiały dzwonić po policję, a dziś wystarczy, że przesuną palcem w bok. Dobrym jedzeniem był kebab albo pizza, a nie kurwa sushi o smaku rukoli. Nie istniało coś takiego jak blogosfera, vlogosfera, coaching czy social media. Ludzie mieli normalne, uczciwe prace zamiast sprzedawać buty New Balance pod pozorem tworzenia interesujących treści. A potem coś się spieprzyło.

Zaczęło się jak zawsze. Od alkoholu. Inspiracją był Barney Stinson i jego blog, ale w głębi duszy zawsze wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie zrobić to lepiej niż fikcyjny bohater popłuczyn po Przyjaciołach. Wybraliśmy temat bliski naszemu sercu i daleki wątrobie. Była to zarazem jedyna notka, w której tworzeniu bezpośrednio brał udział Kazik. Od tego czasu pod jego pseudonimem gościnnie opublikowaliśmy felietony blisko 200 osób ze świata mediów, polityki i kultury, m.in.: Kingi Rusin, Krzysztofa Krawczyka, Majki Jeżowskiej, Kuby Wojewódzkiego, Jeba Busha, Dominiki Wodzianki, Adama „Nergala” Darskiego, Ewy Drzyzgi, Eltona Johna, Kardynała Richelieu, Czesława Mozila, Bożeny z Klanu, Pudziana, Frytki, Cher i Tomasza Terlikowskiego.

Wiele osób twierdzi, że nazwa naszego bloga wzięła się od tego, że jakiś nieudacznik życiowy pytał Donalda Tuska „panie premierze, jak żyć?” (w praktyce we wpisie o górnikach wyjaśniliśmy, że niezależnie od tego kto jest obecnie u władzy, takie pytania trzeba zadawać przede wszystkim samemu sobie). Nic bardziej mylnego, pojawiliśmy się w sieci blisko rok wcześniej, gdy losy świata zwykle decydowały się na Gronie, a Facebook służył co najwyżej do grania w Mafia Warsy. Także… tak, jesteśmy internetowymi dinozaurami. A nazwa? Przyjrzyjcie się uważnie:

TOM MARVOLO RIDDLE
wróć, nie ta kartka, jeszcze raz:
JAK ŻYĆ

Jak nietrudno zauważyć, nazwa bloga pochodzi od naszym imion – Kazik ma na imię Jakub, a Kuba – Życisław.

2009 to w ogóle były fajne czasy. Na prawie jest tak, że na uniwerku spędza się przeważnie nie więcej niż 4-5 godzin w tygodniu (pomijamy BUWING, bo  nie ma to wiele wspólnego z samą nauką). Ale nawet pomimo tego proces studiowania nie przebiegał wtedy bez trudności. Kiedy Kuba zaspał na swoje piąte z rzędu ćwiczenia z prawa konstytucyjnego – o 16.45 – wykładowca nie tylko się na niego nie wkurzał, ale chyba był nawet pod wrażeniem. Nigdy nie mieliśmy serca do tego kodeksowego przynudzania. Szczerze mówiąc nie wiemy, gdzie popełniliśmy błąd, ale obaj prowadzimy dziś firmy działające w branży prawnej i co gorsza całkiem nieźle im się powodzi.

gwmg

Po zajęciach, jak było mało czasu, to szło się do kogoś na wódkę. Jak czasu było więcej, to najpierw robiło się kilka piwek na mieście – i dopiero na wódkę. A wieczorem do klubu. Od tego czasu kultura imprezowania na szczęście się zmieniła. Co inteligentniejsi szybko zauważyli, że taniec to droga donikąd, a Klubokawiarnię na kulturalnej mapie Warszawy zaczęły wypierać tanie bary z wódką – Meta, Zakąski czy nasz umiłowany Bar Warszawa. W tych miejscach straciliśmy pieniądze i wiele, wiele godności.

Pojęcia takie jak brutto, netto, ZUS, badanie prostaty, kontrola skarbowa czy kurs franka były nam zupełnie obce. Kondycję ekonomiczną kraju ocenialiśmy przez współczynnik ceny cheeseburgera w Maku na Świętokrzyskiej. Potem przez kilka kolejnych lat nie było Świętokrzyskiej, a teraz skurwysyny zabrały nam Maka. W którym zresztą od kilku lat i tak już się nie stołujemy. Warszawa ma najbardziej pedalskie społeczeństwo w całym kraju, więc żeby przypadkiem nie wydało się, że jesteśmy słoikami, każdego dnia z rana przywożą nam specjalny, dietetyczny catering oparty na proteinach, kiełkach i soczewicy. A chwilę potem idziemy do pobliskiego parku pobiegać. (daj spokój Kaziu, w to już nikt nam nie uwierzy – Kuba)

W 2009 premier może i był rudy, ale przynajmniej sprytny. Teraz premierem jest kobieta, która kompletnie nie zna się na niczym, położyła jeden resort, więc w nagrodę zaczęła zarządzać całym krajem. Poważnie, nie wiemy dokąd to zmierza. Panie Leszku Balcerowiczu, wiemy, że Pan nas czyta. Niech Pan się weźmie w końcu do roboty, naród czeka. W polityce międzynarodowej wiele się nie zmieniło, Putin był takim samym chujem jak jest, a Ameryką dalej rządzi Bill Cosby.

6 lat to jest przepaść także w świecie technologii. Na początku 2009 każdy miał w kieszeni albo Motorolę z klapką, albo Sony Ericssona, którego największym featurem była możliwość odtwarzania mp3. Bezprzewodowy internet podobno istniał, ale nikt go nie potrzebował, za to w salonie stał telewizor niewiele większy od naszych obecnych smartfonów. Kompletnie nie pamiętamy jak ludzie słuchali muzyki bez Spotify, nie chce nam się wierzyć, że ssali podzielone na 4 części seriale z RapidShare, gdzie pomiędzy każdą częścią trzeba było poczekać godzinę. No i aplikacje. Teraz są aplikacje od wszystkiego, mamy nawet na marzec zaplanowaną notkę o Tinderze, choć te warszawskie lafiryndy konsekwentnie nas nie odklikują. Gdyby tylko wiedziały kogo spławiają 🙁

Kiedy zaczynaliśmy pisać bloga, byliśmy jeszcze chłopcami. Teraz powoli bliżej nam końca (czyli trzydziestki). Śmiało możemy powiedzieć, że całkiem dorodni wyrośli z nas mężczyźni. Jakby na potwierdzenie tej tezy Kazik, przed dwoma dniami, po raz pierwszy samodzielnie zmienił koło w samochodzie. Mamy takiego zaprzyjaźnionego lewaka (tak naprawdę to jest to kryptonarodowiec, tylko boi się powiedzieć mamie), Andrzejka, który lubi nazywać nas ludźmi bez poglądów. Ale my jesteśmy szczęśliwi, że pozostajemy wierni hasłu „każdy może być tak pojebany, jak mu się to tylko podoba, tak długo jak nie próbuje tego narzucać innym„. Przez te 6 lat stało się ono motywem przewodnim naszego bloga.

Co ciekawe jednak, w środowiskach katolickich jesteśmy znani głównie z obrazoburczego pomysłu zrobienia ludzkiej gąsienicy z modelek Victoria's Secret

Sześć cycków na szóste urodziny (nie wiem co wymyślimy za rok)

Co gorsza, nasi czytelnicy też się starzeją, na Facebooku od pewnego już czasu figurujemy w grupie docelowej 25-34. Nie bawi nas już pisanie o jedzeniu kebaba i rzyganiu na cycatki w tanich dyskotekach. Mamy ten komfort, że blog to hobby, a nie praca. Nie chcemy skończyć jak Kominek odwalający przez bloga grę wstępną dla trzydziestoletnich kur domowych, z którymi już nie chcą rozmawiać ich mężowie. Nie chcemy też przypadkiem zagalopować się w kierunku, w którym zaczniemy pisać listy otwarte do Tomasza Terlikowskiego i Krytyki Politycznej. A gdzie nas to zaprowadzi? Tego niestety nawet my jeszcze nie wiemy.

Katecheza #303: Ale spokojnie, już opłaciliśmy serwer na cały 2015, więc póki co nigdzie się nie wybieramy!

Ps. Z okazji szóstych urodzin wybraliśmy 15 naszych ulubionych tekstów, ale omówimy je w osobnym wpisie w nadchodzącym tygodniu.

4 Comments

  1. Przepiekne hasło, równie świetnie jest „Po co sie uczysz? I tak umrzesz jako głupiec”

  2. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Jako że to jest wasze święto więc nie będę się wcinał za bardzo. A życzę wam tylko tego, żebyście dożyli jak ja 50 – tki i byli nadal jurni. i żeby was nie opuszczała wena twórcza. Houk!
    Pozdrawiam Mirek

  3. Kongratulacje i powodzenia na przyszłość. Nawet nie wiem w sumie czemu, ale lubię czytać ten blog mimo że podejmowane tematy w sumie mnie nie dotyczą albo nie interesują albo jedno i drugie. Pewnie przez przyjemny styl pisania, bo jestem powierzchowna i lubię ładne obrazki i ładne teksty.

Submit a comment