Na jaką karierę warto postawić w 2014 roku?

My chyba już kiedyś napisaliśmy podobny tekst, ale kończą nam się pomysły i zaczynamy drugą rundkę… W każdym razie dziś analizujemy ścieżki kariery z punktu widzenia rynku pracy, a nie nabijania się z tego, że SGGW jest dla wieśniaków (choć jest, HAHAHAHA). Wpis ten jest bardziej wartościowy, no i być może uchroni was przed popełnieniem życiowego błędu.

Od razu mówimy, że coachingowi poświęcimy kompletnie osobną notkę, bo to jest dla nas absolutne odkrycie ostatnich tygodni. W kategorii bezużytecznego pierdolenia o niczym przebija chyba nawet zawody doradcy finansowego i social media ninja. Razem wzięte. Tylko tutaj: ktoś w 7 tygodni wycycka cie na 5000 złotych w zamian za to, że każe ci gadać do lustra i robić prezentacje o samym sobie w PowerPointcie.

Między lekarzami a prawnikami istnieje taki specyficzny rodzaj synergii, obie grupy zawodowe myślą o sobie z szacunkiem, bo uważają się za prawie równie mądre. Z tą może jednak różnicą, że gdyby prawnicy mylili się choć w dziesięciu procentach tak często jak lekarze, to nie chcieliby ich zatrudniać nawet Nigeryjczycy z Allegro (by the way, teraz robimy fajne zlecenie, jak wszystko wypali to nigeryjski Sułtan odpali nam 3 miliony ze swojego spadku, ale o tym – póki co – cicho!).

Wrzucanie roznegliżowanych panienek na naszego bloga coraz mniej nas cieszy, ale celujemy w ten sposób w te 15% naszych czytelników, którzy nigdy nie przeczytali żadnej notki na Jak Żyć, ale przychodzą tutaj żeby się pomasturbować
Wrzucanie roznegliżowanych panienek na naszego bloga coraz mniej nas cieszy, jednakże celujemy w ten sposób w te 15% naszych czytelników, którzy nigdy nie przeczytali żadnej notki na Jak Żyć, ale regularnie przychodzą tutaj żeby się pomasturbować

Prawda jest jednak taka, że od czasu Suits wszyscy uwielbiają prawników, nawet spowitego obecnie futbolową żałobą Witka, który był zresztą bezpośrednią inspiracją do postaci Louisa. A lekarzy, odkąd Kuba rozwiódł się z Zosią, a Bruno wyjechał do Szwecji, nie lubi nikt. Ciągle są do nich kolejki, ciągle trzeba dawać im niewymuszone akty wdzięczności w postaci banknotów, marudzą przy wypisywaniu fikcyjnych zwolnień, a jeszcze ostatnio 3000 lekarzy dojebało listę, że nie będą leczyć ludzi, bo Bóg tak chciał (ponoć chce się do niej dopisać 23 oficerów GROM-u, którzy brzydzą się przemocą). Na dodatek lekarze strasznie zadzierają nosa jak na kogoś kto sześć lat nurkował w starych martwych ludziach.

Jeśli chodzi o bibliotekoznawstwo to my nie bardzo wiemy po jaki chuj tracić na to 5 lat życia. Biblioteka, jaka jest, każdy widzi. W każdym razie nasz dobry przyjaciel MNQ starannie wykształcony w swoim zawodzie dziś żyje z rysowania popularnych komiksów i tam z niektórych klatek aż krzyczy

co z jego psychiką zrobiło tych kilka lat akademickiej kariery
co z jego psychiką zrobiło tych kilka lat akademickiej kariery

Zawsze mieliśmy sporą sympatię do ludzi wykonujących zawód dziennikarza. Podkreślamy – zawód, bo większość znanych nam dziennikarzy jest z wykształcenia weterynarzami, socjologami, kwiaciarkami, prawicowymi paranoikami, budowlańcami, alkoholikami albo agentkami bezpieki. Dziennikarstwem nie jest natomiast, żeby była jasność, pisanie do NaTemat.pl. Szczerze mówiąc zastanawiamy się kim trzeba być, żeby w ogóle redagować ten chłam. Przeprowadziliśmy nawet w tej sprawie małe dziennikarskie śledztwo:

Nasz rozmówca poprosił o anonimowość
Nasz rozmówca poprosił o anonimowość

Nikomu ze znajomych nie mówimy o tym głośno, ale czasem przed zaśnięciem żałujemy, że nie poszliśmy w informatykę, a jeszcze bardziej denerwują nas zaprzyjaźnieni programiści. Po pierwsze tym, że w miesiąc przyjemnej pracy przerywanej sesjami Dark Souls zarabiają tyle, ile my przez pełne upokorzeń pół roku. Po drugie dlatego, że obce są im takie rozrywki jak dziwki, hazard, alkohol, krykiet, wyścigi koni, a nawet szybkie smartfony; rozpierdalają to wszystko na certyfikowane, świecące repliki mieczów świetlnych i klocki LEGO z Gwiezdnych Wojen. Podczas, gdy są miesiące, że z wypłaty nie starcza nam na laserową depilację, oni sobie sprowadzają licencjonowany kostium Chewbacci (ze sztucznego futra, bo – wiadomo – Dżoana).

Ostatnio w cichym pragnieniu odmiany naszego smutnego quasi-urzędniczego życia ruszyliśmy z takim małym projektem informatycznym, w garażu po nocach kodujemy aplikację na Androida/iOS (podobno w dobrym smaku jest zignorować Windows Phone), która z internetu usuwa pedofilię, spam, wirusy i Karolinę Korwin-Piotrowską. Będziemy ją sprzedawali po 10 złotych i już mamy 38 milionów zamówień. Ponoć sam Mariusz T. zważył plusy i minusy tej aplikacji i uznał, że nawet Moja_Pierwsza_Klasówka_1080p.avi nie jest tego warta.

A oto Kazik i Kuba na pierwszym obozie integracyjnym (czego rżycie, obczajcie swoje fotki z tamtego czasu)

Ekonomia to dobry kierunek, kiedy jesteś dziewczyną z dobrego domu, najlepiej Kulczykowo, Konstancin, w najgorszym wypadku Wilanów (ale to już taka mikroekonomia). Twojemu ojcu daje to złudne poczucie bezpieczeństwa, że gdy już kojfnie, to nie przepuścisz całego jego majątku na pierdoły. W każdym innym wypadku, choć z nazwy brzmi pięknie, ogranicza się to do różnych form upokarzającego siedzenia za kasą w banku. Mowa tu oczywiście o najbardziej lotnych absolwentach najlepszych polskich uczelni, cała reszta próbuje na infolinii mBanku wciskać  izzyautocasco trzynastolatkom i ubezpieczenia od tsunami.

Również branżę prawniczą dotknął kryzys, to już nie te czasy, gdy chwilę po studiach tata od razu załatwiał stanowisko w Trybunale Konstytucyjnym. Prawnicy dwoją się i troją żeby pozyskać klienta, nasze długoletnie ziomki ze stołecznego Baru Warszawa smęcą na firmowych blogach, ci z kameralnymi kancelariami mają tak mały ruch, że przez większość czasu i tak rozdają swoje ulotki pod Metrem Centrum, zaś naszej sympatycznej koleżance z McErnst&Salans spółdzielnia wyważyła ostatnio drzwi do mieszkania, bo nikt jej nie widział od czterech miesięcy, za to jej kota było czuć już na całym piętrze.

O social media, startupach, e-marketingu, itd. to już nawet nie chce nam się znowu gadać. Jest jakiś potencjał w modelingu, wciąż czekamy na polski akcent w najbardziej elitarnej frakcji Victoria’s Secret. Możemy to załatwić, CV wraz ze zdjęciami prosimy przesyłać na adres blogjakzyc@gmail.com, w tytule należy określić stopień swojej desperacji, a jeśli jest wysoki to numer telefonu równie mile widziany.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=D-qXve0NUNc]

(15% czytelników – pamiętajcie!)

Totalnie nie należy iść w karierę pedagogiczną. Szanowni czytelnicy, brutalna prawda, coś poszło nie tak – dzieciarnia urodzona w 1990 i im dalej w las tym bardziej jest tępa, co drugi mały skurwysyn ma jakąś fikcyjną chorobę psychiczną, nie idzie tego upilnować, a jak toto nagle nawrzuca premierowi, to jak myślicie, komu polecą po trzynastce i ześlą na świetlicę?

Jeżeli chodzi o inżynierię, perspektywy, rynkowe pożądanie, Orleny, Vectry, Gazpromy, Mostostale, itd. to jest to jakiś mit założycielski politechniki, znamy piętnastu wyedukowanych inżynierów i każdy z tych sympatycznych krasnali nadal dowozi pizzę w innej pizzerii.

W kontekście sytuacji na Ukrainie, Mołdawii i coraz bezczelniejszych podskoków stacji benzynowej z najbardziej pyskatą obsługą świata warto stawiać na kierunki takie jak kulturoznawstwo, politologia, socjologia, najlepiej oczywiście połączyć je ze stosunkami międzynarodowymi.

Wybaczcie jawną szyderę, ale właśnie wyobraziliśmy sobie jak niektórzy z was, po raz pierwszy w życiu, przez moment poczuli się lepiej
Wybaczcie jawną szyderę, ale właśnie wyobraziliśmy sobie jak niektórzy z was, po raz pierwszy w życiu, przez moment poczuli się lepiej

Jest za to przyszłość w zawodzie fotografa. Teraz jest ta głupia postoscarowa moda na selfie, ale wedle naszych wyliczeń za cztery miesiące młodzież odkryje, że jest taka nieśmiała możliwość zrobienia zdjęcia przez osobę trzecią, już z oddali. Zobaczycie, a my się znamy, to będzie prawdziwy hit internetu w drugiej połowie 2014.

Katecheza #335: Tak naprawdę nie jest ważne jaką pracę wybierzesz, ważne żebyś zarabiał w niej dużo pieniędzy.

10 Comments

    • W naTemat uprawiają dziennikarstwo modowe. Tzn. kupili sobie modne taliowane marynarki i zrobili fotogangbang z Machałą, żeby każdy wiedział, jakie z nich pistolety. Teraz się modlą, żeby w przyszłym roku nie wróciły w łaski marynarki comfort fit, bo te z matury nadgryzły już mole.

  1. ”…najlepiej oczywiście połączyć je ze stosunkami międzynarodowymi.” Haha Muszę wam powiedzieć, że cały czas trzymacie poziom ! Pozdrawiam 🙂

  2. Tu (u-nasz-w-swirowku.blog.onet.pl). Za moich studenckich czasów problem bezrobocia w ogóle nie istniał. Wręcz przeciwnie, było o wiele więcej etatów niż obywateli zdolnych do pracy. A jak trzeba było to się tworzyło nowy etat i żyło się tak „czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy. A wtedy dwa tysiące to było tyle ile dzisiaj a nawet więcej, bo precle w Krakowie kosztowały złotówkę a teraz to już są po złoty pięćdziesiąt. Ja gdy obroniłem magistra od razu dostałem skierowanie do pracy w jakimś laboratorium, ale nie poszedłem tam. Dałem ogłoszenie w gazecie, że szukam pracy i od razu zadzwonili do mnie z jakiejś spółdzielni mleczarskiej. Ale ja czułem w sobie powołanie nauczycielskie i zabrałem się do pracy w szkole podstawowej w charakterze nauczyciela języka Angielskiego. I jak tam było ta tam było – ale zarabiałem 650 tysięcy w pierwszym roku i żyłem ponad stan bo miałem dużo wolnego czasu a produkcje hery.
    Pozdrawiam Mirek

  3. „Tak naprawdę nie jest ważne jaką pracę wybierzesz, ważne żebyś zarabiał w niej dużo pieniędzy”.

    Pewnie wpis na pół serio, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że przy osiągnięciu pewnego pułapu (jak na moje to około ~3 tyś. złotych) ważniejsze staje się inne kryterium – czas wolny i przyjemność czerpana z pracy.

    Programiści mogą tyle zarabiać już w pierwszej pracy, no muszę niestety przyznać – zazdrość zżera, ale z drugiej strony to tak cholernie monotonna praca, że ja bym w niej chyba nie wytrzymał…

  4. Zmarnowaliście mi ponad dwie godziny sobotniego przedpołudnia. 🙂 Czytało się świetnie. Nareszcie ktoś podziela mój pogląd na świat.

Submit a comment